Spotkanie o zieloną kartę

piątek, kwietnia 07, 2017

Cześć kochani! 


W środę, jak już wspomniałam, mieliśmy spotkanie dotyczące zielonej karty. Nie stresowałam się jakoś super bardzo, chociaż nie mogę powiedzieć, że wcale. Chyba najbardziej myślałam co pięć minut czy przypadkiem o czymś nie zapomniałam, czy jeszcze czegoś kopie trzeba zrobić i czy jeszcze jakieś dokumenty albo zdjęcia drukować. 

Jeśli chodzi o nasze oczekiwania to też było bardzo niejednoznacznie, tym bardziej że Jakub w pracy rozmawiał z dwoma osobami, które na takim spotkaniu były. Jeden facet, który z nim pracuje, ożenił się z aupair, która była z Anglii. Było to jakiś czas temu, ale nie wiem dokładnie ile. Ich spotkanie było przesłuchaniem, dosłownie. Pytali ich o rzeczy typu kolor szczoteczki do zębów, rodzaju śniadania, które jada druga osoba oraz tego, co dana osoba ubiera na siebie najpierw, bluzkę czy spodnie. My się śmialiśmy i ja uznałam, że Jakub na pewno by na takie pytania nie miał odpowiedzi, ale założyliśmy że raczej aż tak nas przesluchiwać nie będą, szczególnie z powodu ciąży, która jest chyba wystarczającym dowodem na to, że razem mieszkamy, ha ha!

Drugi chłopak mieszkał jako dziecko w Ameryce, a potem przeniósł się do Australii. Tam wziął ślub i po jakimś czasie tutaj wrócił ze swoją żoną i ona musiała się starać o zieloną kartę. Na ich spotkaniu w ogóle nawet nie wszedł do pokoju, rozmawiali wyłącznie z nią i trwało to może 15 minut. 

Tak, druga propozycja zdecydowanie mniej stresująca, ale ja uznałam, że nie możemy zakładać żadnej z wersji, bo to kwestia bardzo indywidualna. Nie dość, że każda sprawa inna, dokumenty, zdjęcia inne, to jeszcze inna osoba decyzyjna, więc można trafić jak na egzaminie na prawo jazdy, na super miłego egzaminatora, albo kogoś kto z góry ma zamiar cię oblać. 

Jakub raczej miał przekonanie, że mnie wezmą tylko i on pewnie w ogóle będzie tam nie potrzebny. Musielibyście zobaczyć jego minę, gdy Pani wyszła i wywołała tylko jego i powiedziała, że najpierw chce porozmawiać tylko z nim. Mi się śmiać zachciało, ale po wręczeniu mu mojego wielkiego segregatora z całym zbiorem dokumentów, uświadomiłam sobie, że takiej wersji to ja nie przewidziałam i nie powiedziałam mu co gdzie w tym segregatorze jest, a że sama gromadziłam te tony papierów, to on nie za bardzo wiedział co tam w ogóle powinno być. 

Pani wywołała mnie po jakichś 10 minutach i poszłyśmy do pokoju, w którym czekał J. Pani zapytała mnie o paszport, pozwolenie o pracę i prawo jazdy. Potem zapytała o to, gdzie się poznaliśmy i kiedy. (Jak się okazało zapytała o to Jakuba, ale podał jej zły rok. Lol!) Zapytała też o nowy adres, czy ktoś z nami mieszka, na kiedy mam termin porodu i czy to moje pierwsze dziecko, zapytała o imiona moich rodziców i chłopców, którymi się opiekowałam, o moje miejsce urodzenia, lotnisko na które przyleciałam ostatnim razem, gdy wracałam do Stanów oraz o to czy ktoś z mojej rodziny był na ślubie. Na koniec spytała o numer telefonu, i tutaj też okazało się, że Jakub zapomniał że mam nowy numer. Potem sprawdziła dwa odciski palców i tyle, powiedziała że karta przyjdzie pocztą, na dwa lata, a po tym czasie należy wysłać dokumenty, że nadal jest się z związku małżeńskim. Po wszystkim już chyba z ciekawości zapytała o imię dziecka i tyle! Po strachu!



Miłego weekendu!

P.





#33tydzień łóżeczko już złożyłam, ale reszta jeszcze w proszku! Obiecałam sobie, że do końca przyszłego tygodnia spakuje torbę do szpitala. 

P.S. Byliśmy na filmie "Zookeepers wife" był naprawdę dobry. Nie podobało mi się jedynie, że główna aktorka miała taki bardzo rosyjski akcent, ale oprócz tego - naprawdę polecam! My oboje uwielbiamy filmy związane z tematyką wojenną, Jakub zawsze wspomina wyjazd do Polski i to, że w Poznaniu, gdy jedliśmy jak gdyby nigdy nic najlepsze naleśniki, moja mama pokazała mu budynek z dziurami po pociskach z czasów wojny. Jego mina była bezcenna!

Mogą Cię również zainteresować:

6 komentarzy

  1. Przypadkowo trafiłam na twojego bloga i przeczytałam całość w jeden dzień. Przede wszystkim - gratuluję ci tego, jak potoczyła się twoja historia i trzymam kciuki, żeby dalej było wciąż wspaniale.
    I muszę podzielić się wrażeniem, jakie zostało we mnie po przeczytaniu całości - mega wydoroślałaś przez te trzy lata, naprawdę! Ciężko powiedzieć, o co dokładnie mi chodzi, ale sposób w jaki piszesz, opowiadasz, mocno się zmienił. I to nie na lepsze lub gorsze, tak neutralnie, ale widać, jaka zmiana w Tobie zaszła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jeden dzień? Wow. To spory komplement, mnie by się chyba nie chciało tego w jeden dzień przeczytać :) Ale dziękuję!
      Tak, sama to widzę, najbardziej chyba na płaszczyznach, o których na blogu bardzo rzadko pisałam, albo nawet wcale, ale zdecydowanie, odkąd tu przyjechałam zaszło w mojej głowie bardzo dużo zmian.

      Usuń
  2. Gratulacje z powodu zielonej karty :)
    Też chciałam obejrzeć ten film, ale mimo, że zwiastun leciał u mnie w kinie to nie było go w repertuarze... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Może dopiero będzie?
      Wiem, że moja mama dopiero co była w sobotę. Ale to może zależy jakie kino..

      Usuń
  3. Niestety chyba w ogóle nie zamierzają to grać, bo do tej pory nie pojawił się nawet w zapowiedziach :( już tak jest, że jak Grey wyszedł to było milion seansów, ale widać kino wyszło z założenia, że u mnie w mieście nie opłaca się grać filmów, które mogą coś więcej wnieść do życia od Greya...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba normalne, bardziej komercyjne filmy są grane o każdej porze dnia i nocy, a bardziej wartościowe filmy w ogóle nie pojawiają się na ekranach. Smutne to... Ale mam nadzieję obejrzysz sobie jak już będzie na DVD :)

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe