Kierunek: słońce

piątek, kwietnia 21, 2017

Jak to zwykle z kolejną przeprowadzką było sporo zamieszania, nadal mamy sporo rzeczy w kartonach, ale powoli powoli dojdziemy do normalności. Mam tylko nadzieję, że zanim urodzi nam się dziecko zdążymy kupić stół do kuchni i krzesła! Wczoraj skończyliśmy składać komodę w pokoju małej. Co ciekawe, albo dla takich jak ja, wzruszające, komoda z IKEI okazała się produktem polskim. Jak zobaczyłam "made in Poland" to prawie się popłakałam. Nieczęsto zdarza się żeby napis nie mówił "made in China", a "made in Poland" na produkcie międzynarodowym to już naprawdę wyczyn!



Chciałam Wam pokrótce opowiedzieć jak było na Florydzie, chociaż mnie wydaje się już, jakby to było wieki temu!

Do Orlando dolecieliśmy w poniedziałek wieczorem, tylko poszliśmy na kolację a potem od razu spać. Spaliśmy w okolicy turystycznych atrakcji, była tam cała ulica ze sklepami typu "pamiątki z Orlando prosto z Chin" i masa restauracji, żabi skok do Disneylandu i 20 minut do centrum Orlando.
We wtorek moja siostra poszła do NASA Kennedy Space Center, a my pojechaliśmy na plażę i obiad. Mnie najbardziej interesowało słońce, a poza tym cały dzień chodzenia po "muzeum" brzmi dla mnie jak koszmar, jednak nosić dwie osoby bez przerwy nie jest takie komfortowe dla organizmu, więc nawet nie rozważałam, że się tam wybiorę.

Drugiego dnia pojechaliśmy do downtown Orlando i szczerze..O! Najbardziej opustoszałe centrum miasta jakie widziałam w całym moim życiu. Dodatkowo było bardzo wietrznie, więc jak tam chodziliśmy między wieżowcami, czułam się jak w jakimś filmie typu "zbliża się koniec świata" albo "ostatni ludzie na Ziemi". Naprawdę, oprócz kilku turystów i paru przechodniów, pustka! Pojechaliśmy też do parku nad jeziorem, bardzo blisko centrum, tam było już trochę więcej ludzi, spacerowicze, wyprowadzacze psów, bezdomni. I słońce :)



Bardzo ciekawa jest struktura całego miasta, w centrum są wieżowce, dosłownie kilka minut od centrum są domy, wszystkie jednopiętrowe (co wynika pewnie z huraganów itp.), jedne wypasione inne jakby ze slumsów, oddalone od siebie o zaledwie jedną przecznicę. Do turystycznej strefy 20 minut, tam wszystkie atrakcje skumulowane i zdecydowanie miejsce docelowe turystów. Moim zdaniem zbyt komercyjne.

W drodze powrotnej mieliśmy trochę perypetii, mój bilet na telefonie nie działał, trzeba się było cofać, żeby mi wydrukowali papierowy bilet, czekać na nowo w wielkich kolejkach i... nie zdążyć na samolot. Moja siostra poleciała, a my czekaliśmy na kolejny lot, potem w Charlotte też musieliśmy lecieć następnym samolotem do Bostonu, bo gdy my lądowaliśmy, nasz drugi samolot właśnie odjeżdżał na pas startowy.. Na szczęście w Bostonie byliśmy zaledwie dwie godziny później, ale po nieprzespanej nocy wydawało się to wiecznością.

Choć dla tego słońca było warto, nawet z tymi wszystkimi przygodami.


Zabawne też było, że gdy wypożyczyliśmy samochód, poszliśmy na parking, znaleźliśmy miejsce, gdzie samochód miał czekać, a tam jacyś ludzie akurat się do tego samochodu pakują! Na szczęście musieliśmy czekać tylko kilka minut, żeby nam dali inny samochód. W dodatku był lepszy niż ten pierwotny, więc rezultat był całkiem niezły!

Mieliśmy też pójść do kina na "Piękną i Bestię", ja zamówiłam bilety, pojechaliśmy i co? Okazało się, że to kino mieści się w kompleksie Disneyowskim i trzeba tam płacić za parking jakieś kosmiczne kwoty (cena parkingu podwoiłaby ceny biletów do kina!) więc uznaliśmy, że pojedziemy do innego kina. Na autostradach tam są różnego rodzaju bramki z opłatami. I wszystko byłoby okej gdyby nie to, że zdarzają się brami w których nie ma opcji zapłacenia człowiekowi, tylko "coins only" ("tylko monety"). Ja się pytam co za wariat to wymyślił, bo o tyle o ile na pierwszej uzbieraliśmy te monety, to na drugiej mieliśmy wielki problem. Także dla tych, którzy będą się kiedykolwiek wybierać w okolicę Orlando: miejcie zapas monet przy sobie, oszczędzi Wam to problemu!

Przy okazji "Piękna i Bestia" nie bardzo mi się podobała. Tzn może film sam w sobie był ładny itd, ale ja nie lubię musicali. Jak śpiewają i śpiewają co pięć minut to mnie to męczy, wręcz musiałam wyjść do łazienki w pewnym momencie, bo już miałam dość.. Także jak ktoś lubi ten rodzaj filmów to polecam, a tym którzy nie bardzo trawią te wszystkie pieśni polecam poczekać aż będzie na DVD i obejrzeć z możliwością przewijania :D

Jedyne co jeszcze bym zmieniła to miejsce hotelu, zdecydowanie wybrałabym ten blisko plaży (godzinę drogi od super komercyjnego Disney'a).
No i możliwość zabrania słońca do domu, to też bym poprosiła!







P.S. Przyszła moja zielona karta! :) (tutaj możecie przeczytać o spotkaniu, a tutaj o całym procesie składania dokumentów)

Mogą Cię również zainteresować:

6 komentarzy

  1. Tak samo mam wrażenie że to było wieki temu już. ;)
    Ps. Masz dokładnie takie samo zdjęcie łabędzia jak ja. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm..:może dlatego, że stałaś 10cm ode mnie? :D

      Usuń
  2. Fajnie ze twoja siostra cie odwiedzila :)jakby mogliśmy zabrać słońce to ja tez je zabiorę �� super ze wyjazd sie wam udal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że zaraz u Ciebie też będzie słońce!!! :)

      Usuń
  3. Tez mam taka nadzieje jak narazie jest szaro buro :/ z mila chęcią teleportowałabym sie w cieple miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Polka Fasolka! Czyli jak masz już zieloną kartę tzn., że przyjeżdżasz wkrótce do PL i pójdziemy do Manekina!;D

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe