Przyjechała nowa aupair

czwartek, marca 02, 2017

Dzisiaj mija tydzień od mojego ostatniego, pełnego dnia pracy. Co prawda jeszcze w piątek i poniedziałek zajmowałam się chłopakami, ale tylko przez kilka godzin.

W czwartek wieczorem zostałam z bliźniakami, a P, N i JJ pojechali na lotnisko odebrać nową aupair. Przez poprzednie kilka dni, gdy N mnie pytała o kilka rzeczy, albo tylko mówiła co i jak, starałam się jej zasugerować co wg mnie byłoby pomocne, patrząc oczami nowej aupair. Wróciły wspomnienia, gdy ja na lotnisku na nich czekałam, pamiętam że szalenie się stresowałam. Pamiętam nawet jaką miałam na sobie bluzkę, a N później wiele razy przeżywała, że miałam swoje imię na niej. (Bluzkę zrobiła moja przyjaciółka:) Powiedziałam jej, żeby nie kazała nowej aupair siedzieć z przodu w samochodzie razem z P, tym bardziej, że mi naprawdę sporo czasu zajęło, zanim zaczęłam go lepiej rozumieć, ze względu na mówienie pod nosem.. Powiedziałam też żeby po prostu zamówili kolację i nie pytali jej ileś razy co by chciała, bo pamiętam że ja ledwo byłam w stanie otworzyć buzię, a wybór posiłku wydawał mi się nieosiągalny. Wiem, że to pytanie z ich strony było miłe i chcieli żebym zjadła coś co lubię, ale tamtego wieczoru to było większym stresem niż komfortem.
Przyjechali zatem, z kolacją, JJ był super podekscytowany. Gdy nowa aupair weszła, ja czytałam z chłopcami książkę. M powiedział "Hi", ale potem chował się za moim ramieniem, usiadł mi na kolanach, zerkał na nowego przybysza, po czym zakrywał się moim przedramieniem i mówił "hug!" ("przytul!"). I powtórzył to chyba z 10 razy. Było to słodkie i zarazem śmieszne. L w ogóle nie chciał się przywitać, ale on z obcymi raczej potrzebuje więcej czasu żeby się oswoić (i mówiąc obcy mam na myśli nawet dziadków, którzy przyjeżdżają trzy razy w roku).

Nowa aupair - jej imię zaczyna się na M, więc już zajęta literka, więc nazwijmy ją A - jest bardzo miła, ale niezbyt wiele mogę powiedzieć, bo zamieniłam z nią 3-4 zdania. Wiedziałam, że to duży stres i za dużo ludzi, którzy nagle mówią po angielsku, więc wyszłam po kilkunastu minutach. W poniedziałek jak tam byłam, to bardzo mnie zaskoczyło, że robiła jakieś łamigłówki, labirynty i inne takie zadania z JJ i czytała mu na głos polecenia. Ja pamiętam, że przez pierwszy dobry miesiąc, albo i dłużej, okrutnie się krępowałam czytać cokolwiek na głos przy N. A tutaj dodatkowo byłam ja. Więc myślę, że A czuje się pewniej z angielskim, niż ja czułam się dwa i pół roku temu. Teraz nie jestem za bardzo w stanie określić czy jej angielski jest lepszy czy gorszy, N mówiła mi, że jak rozmawiały przed jej przyjazdem to uważa, że mój angielski był lepszy, co jest dość normalne w porównaniu europejskich aupairek i tych a innych kontynentów, ale ja nie pamiętam jaki ten mój angielski dokładnie był. Pamiętam, że szalenie wstydziłam się powiedzieć, że nic nie zrozumiałam, albo jak już mi ktoś powtórzył, a ja nadal nie rozumiałam, to udawałam, że "tak, tak, pewnie!". Wiem, to nie najlepsza rzecz, ale bardzo ciężko było mi to przeskoczyć. Żeby zadzwonić i zamówić pizzę przez telefon, zajęło mi chyba z rok. Albo może i półtora!

Jeśli chodzi o to, jak się czuję ze zmianą, to póki co jeszcze jakoś tak super bardzo jej nie odczuwam. Najgorsze chyba jest to, gdy M siada mi na kolanach, albo chce żebym go wzięła na ręce i nie jak mówię, że muszę już iść, to wpada w płacz. Spodziewałam się tego, bo tak było czasami na co dzień, zresztą to od zawsze była moja mała przylepka i tak sobie często razem siedzieliśmy i się tuliliśmy. To zdecydowanie najcięższa dla mnie rzecz. JJ póki co jest super podekscytowany, ale też momentami super denerwujący, bo testuje wszystkie bariery. Ciężko mu też zrozumieć, że to jest nowy autorytet, często mówi, że mama, tata albo Pola i nikt inny mu nie może mówić co ma robić, więc to na pewno kwestia czasu i pracy. Co chyba najgorsze, to to, że w testowaniu granic zawiera się też granica dotyku itd. i pierwszego dnia, w piątek, jak przyjechałam to co chwilę podchodził do A i dotykał jej piersi. Najpierw N mówiła mu, że ma przestać, że to jej "personal space" itd., a jemu się wydawało, że to tym bardziej zabawne.. Ja bym się chyba popłakała. Wyobrażacie sobie opowiadanie znajomym o swoim pierwszym dniu jako aupair..? No. Może są jednak plusy tego, że Natura nie obdarzyła mnie tak jak A.

Myślałam, że będę mogła się wysypiać, ale jak Jakub wychodzi do pracy o 6 to przeważnie już nie mogę zasnąć.. ale to chyba jedyny minus tego, że rano jest już jasno. Czekałam na to!
Oprócz tego mam masę na zajęcia, a bardzo chcę zrobić ile tylko się da, jak najwcześniej się da, więc ciągle nad tym ślęczę.. a w niedzielę przyjeżdża na trzy tygodnie moja siostra.







Mogą Cię również zainteresować:

0 komentarzy

Szukaj na tym blogu

Subscribe