Zmiany najbardziej niezmienne.

czwartek, lutego 16, 2017

Trochę późno na podsumowanie roku czy coś w tym stylu, ale gdzieś mi utknął ten post i nigdy nie dokończyłam sklecać myśli.


Nie wiem czy istnieją ludzie, którzy lubią zmiany. Może są. Dla mnie zmiany są ciężkie. Niby zmiana to najbardziej stała rzecz, a mimo tego każda nowa sprawia trudność. A w moim przypadku zwykle jest ich kilka na raz i zanim zdążę przetrawić jedną, przychodzą trzy kolejne.
2016 rok był zdecydowanie najbardziej bogaty w zmiany w całym moim życiu. 
Chyba najbardziej stałą rzeczą były moje wakacje w Polsce. 
Potem musiałam podjąć decyzję czy chce tutaj zostać, zaręczyłam się i wzięłam ślub trzy tygodnie później, przeprowadziłam się dwa razy, zaczęłam studia magisterskie, dowiedziałam się, że zostanę matką, a na deser, że mały Tomek to dziewczynka.

Ostatnio w filmie "The Internship" padł tekst: "I'm not very good with other human". A ja pomyślałam sobie "nie Ty jeden, uwierz mi, nie Ty jeden.". 
Ten rok był dla mnie bardzo ciężki jeśli chodzi o relacje. Zmieniła się moja relacja z ludźmi z Polski, co nie jest dziwne po tym jak podjęłam decyzję by zostać tutaj na stałe. Rozumiem to i wiem, że to normalnie, ale mimo tego jest to szalenie trudne. 
Zmieniła się moja relacja z hostami, którzy bądź co bądź zostali moimi teściami. 
Zmieniła się moja relacja z Jakubem, który został moim mężem. 
Wyjechała moja Magda, więc nasza relacja także ucierpiała, a ja już straciłam motywację na "poznam kogoś nowego i będę miała znajomych". 

Żeby zmian w 2016 było mało przyszedł 2017.. Za tydzień przyjeżdża aupair, która będzie zajmować się chłopakami, którzy już takimi maluchami wcale nie są, a już zaraz będą wujkami! Nie mam zielonego pojęcia jak to będzie, jak bliźniaki zareagują na tę zmianę itd. 
Czeka nas kolejna przeprowadzka i mimo że z jednej strony jestem super podekscytowana, z drugiej chce mi się płakać na myśl o kolejnym pakowaniu kartonów, a potem ich rozpakowaniu. Plusem jest to, że część rzeczy nadal mam w kartonach, bo niestety bardzo szybko po naszej przeprowadzce okazało się, że nie będziemy mogli zostać tam tak długo jak chcemy...więc nie zdążyłam wszystkiego rozpakować. W sypialni nie mamy nawet jednej ramki na ścianie, dekoracji ze starego mieszkania nie tknęłam. Obawiam się trochę, że dość późno się przeprowadzimy, bo dopiero 1go kwietnia mamy to robić, bo ja lubię mieć czas i planować co i jak urządzić, szczególnie mam tu na myśli pokój Kluski. Nie będzie jakoś specjalnie dużo czasu, ale ja jestem zwolenniczką minimalizmu, więc myślę że jakoś podołamy. Mamy też w planie baby shower, który wolałabym mieć już jak będziemy w nowym miejscu, ale to raczej nie wyjdzie. A po tym to już chyba każdy dzień będzie zmianą. Czeka nas dzień na zajęciach rodzenia i karmienia piersią. Szczerze chce zobaczyć tatusiów na tych drugich zajęciach! 
Ja mam plan pozaliczać wszystko wcześniej, żeby w maju już się tym nie martwić i jeśli już to jechać na zajęcia ze skończonym zadaniem. Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu i kiedy pierwsza wnuczka wszystkich dziadków postanowi przestać się wiercić w brzuchu, a zacząć wiercenie na łóżku! 
Trzymajcie kciuki żeby moja psychika nie wysiadła przy tych wszystkich przemianach.

P. 











Mogą Cię również zainteresować:

2 komentarzy

  1. ogromne zmiany... podziwiam Cię i trzymam kciuki :) Jak zareagowała rodzina i znajomi z Polski na to, że zostajesz w USA na stałe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, to nie była decyzja z dnia na dzień, więc to raczej było jak przyzwyczajenie się, że mnie nie ma w Polsce..

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe