Końca zmian nie widać.

środa, grudnia 14, 2016

Już myślałam, że nigdy nie wrócę. Obiecałam sobie, że najpierw muszę skończyć wszystkie projekty do szkoły, a potem sobie mogę pisać ile chcę! Zatem jestem. Cześć kochani! Jak się macie?? Kupiliście już prezenty? Ja już nawet kilka dostałam, bo te z Polski mają swoją własną czasoprzestrzeń.


Od ostatniego posta sporo się zmieniło, ale nie będę Was zarzucała wszystkim naraz. Poza tym zmiana to chyba najbardziej stała rzecz. 

Spadł pierwszy, a nawet już drugi śnieg. 




Skończyłam pierwszy semestr na uczelni! (Tutaj możecie przeczytać co myśle o zajęciach tutaj a co o tych w Polsce)
Ten ostatni projekt ciągnął się za mną już dwa tygodnie, bo miałam zapalenie zatok i wszystkie zmysły nakazywały leżeć w czarnym pokoju i modlić się o wygłuszone ściany, bo każdy dźwięk bolał. Dziś na szczęście już jest lepiej! 

Zmieniło się moje podejście do przybywającej za 70 dni nowej aupair. Chyba po prostu przywykłam. Na początku było mi smutno i źle (bo u mnie zwykle najpierw smutek dominuje wszystko), bo wiadomo, przyzwyczaiłam się do maluchów, które już nie są takimi maluchami zresztą. Ale myślę, że to dobrze, że to już pora na mnie. Dwa i pół roku to jednak kawałek czasu. Więc mimo tego, że na pewno to nie będzie super łatwe (ani dla mnie ani dla chłopaków), to naturalna kolej rzeczy nakazuje się z tym pogodzić. Trzeba też przyznać, że moja praca bardzo się zmieniła odkąd przyjechałam tutaj w sierpniu 2014roku. JJ miał wtedy 2,5 roku, a teraz prawie 5! Relacje z nim mam różne, mamy fantastyczne dni, a mamy takie, że nie chce mi się wracać następnego dnia.



Przeprowadziłam się. Znowu. A na dodatek nie jestem pewna czy za kilka miesięcy nie czeka nas kolejna przeprowadzka. I to nie dlatego, że je lubię. Nie. Nie cierpię ich. Nie lubię tych wszystkich zmian i nowego myślenia, ustawiania rzeczy w mojej głowie itd. No ale niestety nie mamy na to dużego wpływu w obecnej sytuacji. 
Kupiliśmy naszą pierwszą choinkę! 


Nadal nie nauczyłam się panować nad histerycznym chichotaniem podczas wizyt u lekarza. Podbieranie krwi to u mnie zawsze nieustanny nerwowy śmiech, zakrywanie oczu i odwracanie głowy. Nie byłoby najgorzej, gdyby nie fakt, że utrudnia to pracę i wydłuża okropne uczucie igły w żyle. Może nie byłoby to najdziwniejsze, bo to nerwy, ale wyobraźcie sobie, że taką samą reakcje mam na usg!! Pani mi coś pokazuje, mierzy, a ja zaczynam się trząść ze śmiechu. I najgorsze, że nie mogę przestać. Tak jakby to było super hiper zabawne. I pani poważnie mówi "proszę się przestać śmiać" co bawi mnie jeszcze bardziej i kolejna minuta mija. 

No tak, bo najważniejsze. Albo najważniejsza. Zmiana. Córka. Córkę. Będę miała w maju. Ot co! 
I to dlatego przyjeżdża nowa aupair. I to dlatego płaczę na widok goplanowych mikołajów, dlatego chodzę spać o 10, a rano nie mogę się zwlec z łóżka i dlatego nie mieszkamy już w malutkim mieszkanku, w którym mieszkaliśmy wcześniej. I dlatego jakiś czas mnie nie było, bo chciałam poczekać wystarczająco czasu by minęły obawy, a żebym mogła się podzielić. 


Hej Wam!! 



Całuski! 


Mogą Cię również zainteresować:

9 komentarzy

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciesze sie, ze wrocilas, bo z niecierliwoscia czekalam na nowy post ;)
    Gratulacje i zycze duzo zdrowka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje:)))) Wspaniała wiadomość!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. O wow! Pola gratulacje! Cieszę się Twoim szczęściem :) Dużo zdrówka i spokoju Ci życzę, i oby wszystko obyło sie bez żadnych komplikacji. Dbaj o siebie! :* :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz gratulacje Pola�� tak długo czekałam aż cos napiszesz aż w końcu ie doczekalam :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, najpierw czekałam żeby nie za wcześnie, a potem żeby już była wiadoma płeć, więc trochę zleciało. Sama się dziwię, że to już prawie połowa! :o

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe