Przedświątecznie

poniedziałek, grudnia 19, 2016

 Czy światełka świąteczne nie mogłyby być cały rok na domach? Ja tak je lubię. Jeżdżę sobie samochodem i wybieram nowe ulice, żeby zobaczyć czy ktoś ma pięknie przystrojony dom! Moje ulubione są świeczki w oknach. No dobra, nie do końca świeczki, bo to takie na baterie. Ale jedna świeczka stoi na parapecie każdego okna. I z zewnątrz to tak pięknie, delikatnie wygląda.

Wiem, że wszyscy narzekają, że w sklepach huczy świętami i prezentami dzień po Wszystkich Świętych (a tutaj nawet wcześniej, bo dzień po Thanksgiving czyli kilka dni wcześniej), ale część lampek i choinek ja mogę mieć nawet i od sierpnia! Może tę komercyjną, prezentową część bym odrzuciła, ale z tym nie jest tak łatwo.






Pan piernik chciał się przywitać!

Dziękuję Wam wszystkim za gratulacje pod poprzednim postem. Bardzo mi miło!
To co z tą naszą córką? Siedzi już w moim brzuchu dość sporo. Teraz leci już 17 tydzień, więc prawie połowa! Szalenie szybko póki co. Może jak będę już w domu, zamiast biegać za trójką dzieci, to troszkę zwolni. Chyba właśnie dlatego też odliczam do końca pracy. Każdego ranka mówię sobie: "Wyśpisz się za 79,78,77,76... dni...a potem już nie będziesz spać przez kilka lat...:P".
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą, która też jest w ciąży i mówiła mi, że przez kilka miesięcy wymiotowała codziennie. I nie było mowy tylko o porannych mdłościach, ona wymiotowała nawet po herbacie w ciągu dnia. Ja chyba mam wielkie szczęście, bo nie zażyło mi się to ani razu. Zero! To jest chyba jedna z rzeczy, o jakie się najbardziej obawiałam, mdłości. Miałam kilka tygodni takich, że jedzenie nie było moim przyjacielem, bo bolał mnie żołądek po wszystkim, no i przez pierwsze 10 tygodni zasypiałam na siedząco o 10 rano, ale oprócz tego to nie miałam jakichś specjalnych dolegliwości.

W zeszłym roku szykowałam całą niespodziankę na święta, bo leciałam do Polski itd. Jak o tym myślę, to mi szalenie przykro, że w tym roku nie mogę lecieć. Tym bardziej, że nie wiem kiedy w ogóle będę mogła polecieć do Polski, bo bez zielonek karty nie mogę się nigdzie ruszyć. Niby tak mówię sobie ciągle, że jak dostanę to dostanę i nie oczekuję, że to będzie za miesiąc, dwa albo trzy, bo wiem że to może trwać nawet i do następnego sierpnia, ale gdzieś tam mam taką wielką nadzieję, że za miesiąc albo dwa dostanę tę wiadomość o "interview" i zanim mi się rodzina powiększy, będę to miała z głowy.

Kilka dni temu postanowiłam, że na święta, dla mamy Jakuba zrobię małą paczkę z polskimi (i takimi, które w Polsce są ogólnodostępne, niekoniecznie wyprodukowane w Polsce) żeby mogli sobie spróbować. Na pierwszy ogień oczywiście: torcik wedlowski, najlepszy z najlepszych, mój numer jeden, gdy myślę o polskim sklepie. Delicje. Nie mój typ, tym bardziej że galaretka, ale pamiętam, że moja znajoma zawsze zabierała ileś paczek, gdy leciała do Meksyku, bo jej znajomi uwielbiali. Kasztanki. Chciałam kupić trochę Tikitaków też, ale były tylko duże opakowania. Prince Polo. To już trochę w stronę torcika wedlowskiego, ale to też klasyk, więc wzięłam.
Kinder mleczna czekolada. Już kiedyś o tym wspominałam, oni nie mają tutaj produktów Kinder. Co mnie bardzo dziwi. Wczoraj Jakub, który nie jest fanem słodyczy zapytał czy nie mam więcej, bo by sobie zjadł. 
Oprócz tego po raz kolejny kupiłam sobie kilka rzeczy, których tutaj nie można dostać. Twaróg. Almette. (Tego nie mogę przeżyć, jak mogą nie miec Almette!!) kupiłam też przyprawę do piernika. Dwa lata temu zrobiłam z przepisu z różnych przypraw, ale nie wyszła taka sama, jak ta nasza polska tradycyjna ze sklepu. 
Wiem, że pewnie niektórzy by uznali, że należy kupić jakieś bardziej tradycyjne rzeczy typu śliwka w czekoladzie, ale ja bym tego do buzi nie włożyła, więc nikomu tego nie będę dawała na prezent. 
Zbaczajac z tematu jedzenia, ciągle nie mogę się nadziwić, że ludzie tutaj nie znają IKEI. Niektórzy wiedzą co to, ale nigdy nie byli. Fakt, nie w każdym stanie jest IKEA, w Massachusetts jest zaledwie jedna, wiem że w Kalifornii jest kilka, ale są też stany z zerowym stanem. Dziwi mnie jedynie to, że część cen jest dokładnie przeliczeniem dolara na złotówki, ale są i takie rzeczy, które tutaj są dwa, lub nawet więcej razy droższe. 

Jako, że pewnie przed świętami już pewnie nie dam rady napisać, Cudownych Świat Bożego Narodzenia, spędzajcie dobrze ten czas! 

Całujemy. 
Pola i kluska. 




Mogą Cię również zainteresować:

6 komentarzy

  1. Gratulacje jeszcze raz! Wybieracie już powoli imię? Ja siebie nie widzę w roli mamy a poród mnie tak przeraża, że chyba zamiast dziecka sprawie sobie psa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas pies to sprawa odwiecznego problemu. Pies to jeszcze, ale jego włosy i wychodzenie na spacery zimą - nie ma szans, oszalałabym. i szczerze wolę dzieci od zwierząt :D
      Już mamy typ, teraz niby myślimy, ale chyba już niewiele się zmieni. :)
      Dzięki. I wesołych świąt Mar! :*

      Usuń
  2. Ah, no ja tak miałam jak Twoja koleżanka... Musiałam mieć leki na mdłości, bo nic nie jadłam ani nie piłam i w końcu tak schudłam, że lekarz zaczął się martwić. Super, że u Ciebie jest okej!! Zleci jak z bicza strzelił :))

    A, no i wyobraź sobie, że wystarczyło wyczyścić cookies i jakieś inne dziwne rzeczy i Twój blog znów mi działa! Niezastąpiony Nate haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam jak czytałam o tym jak się źle czułaś itd. Ja się tego obawiałam bardzo!

      Super! Bo już się zmartwiłam, że może nie jesteś jedna i że coś muszę zmienić lub wykombinować! Dobrze, że jest Nate!! ;)

      Usuń
  3. Gratulacje raz jeszcze :) mam nadzieję, że zielona karta będzie szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!! Ja też. Chciałabym już wiedzieć kiedy z kluską będziemy mogli polecieć, a póki co nie da się nic a nic planować :(

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe