Rozpacz

niedziela, sierpnia 14, 2016

Ostatnio jest u nas tak gorąco, że nie da się żyć. W czwartek było chyba 100F, a ja mądra, nie odpuściłam wyjścia na spacer. Nie było super.







Ha ha! Mav nie chciał się tulić do kózki!

Tydzień temu byłam u lekarza imigracyjnego, żeby załatwić potrzebne dokumenty do zielonej karty. Okazało się, że miałam jakieś dwa szczepienia jako dziecka, a u nich podają potrójną szczepionkę (MMR) i że tej trzeciej rzeczy nie miałam, to musieli mi zrobić tą potrójną. Wiele już miałam szczepień, jak tu przyleciałam to miałam na grypę i krztusiec, wiele różnych w Polsce, ale nigdy takiej reakcji jak teraz. Po jednym dniu nie mogłam ruszać ramieniem, pół mojego ciała było tak słabe, że kilka razy stawałam przy ścianie, żeby wrócić do normy. Nieprzyjemne.
A do tego wszystkiego, na koniec tygodnia zaraziłam się od jednego z maluchów i teraz sama leżę w łóżku z gorączką.. Idealna niedziela. Dobrze, że wczoraj byłam w polskim sklepie i kupiłam trochę pysznych rzeczy. Obiecuję, postaram się nie zjeść całego torcika wedlowskiego na raz! (Ale nie wiem co z tego wyjdzie..)


Moja Madzia wyjeżdża za miesiąc. Rozpacz mnie ogarnia jak o tym myślę. To najgorsza rzecz jaka istnieje w życiu aupair....Aupair zazwyczaj po roku wraca do Polski. A Polska jest sześć tysięcy trzysta kilometrów stąd. I to jest do bani. Do bani... Cały rok przyzwyczajeń, cały rok szczęścia okrywa wielka przykrość. Bo będzie za daleko na kawę. Będzie za daleko na wypad na plażę. Będzie za daleko na przesiadywanie w jacuzzi. Będzie za daleko na plotkowanie o ludziach, mijających nas na ulicy. Będzie za daleko.




Powiedziałam mojej area director (czy lcc, jakkolwiek chcecie ją nazywać). No, może nie zupełnie. Ostatnim razem rozmawiałam z nią 3 dni po ślubie i nie pisnęłam ani słowa. Akurat jechałam wtedy na wesele i o tym jej opowiadałam i mówiłam, że wszystko super i nadal idę do szkoły. A ona wtedy mówiła, że bardzo ją ciekawi jak się potoczy moja historia, czy pójdę tylko do szkoły i wrócę do Polski, czy wezmę ślub i zostanę. A ja "na na na, też jestem ciekawa".
Zadzwoniła do mnie w piątek, na już ostatni telefon, bo mój program kończy się 24 sierpnia. Nie byłam pewna czy jej powiedzieć, ale przekonał mnie fakt, że jej syn wziął kiedyś ślub z jedną z aupair z jej grupy! Dziewczyna była w rematchu, więc mieszkała u niej jakiś czas, tak się spyknęli, i już zostali. Więc pomyślałam, że ona zrozumie.
Powiedziałam jej, że nadal idę do szkoły, ale że wzięłam też ślub. Zapytała kiedy. Po czym powiedziała "nic nie usłyszałam. Nic mi nie powiedziałaś. Zadzwoń do mnie dzień po zakońceniu programu. Ja tu nadal mam informację, że idziesz do szkoły. Jeśli ktoś mnie zapyta, nic mi nigdy nie powiedziałaś.... Ale dobrze, że wszystko jest okej, że...." i zaczęła mówić o moich dzieciach.
Agencja zatem nadal nic nie wie. 



Ja, z moimi małymi pedantycznymi zapędami, kupiłam sobie segregator do wszystkich dokumentów dotyczących zielonej karty. A w zasadzie kupiłam dwa. I co? Po pierwsze jeden ma inaczej ułożone metalowe kółka, więc koszulki nie pasują. Nie wiem zatem do czego mam niby ten segregator użyć, skoro nie jest "normalnych" wymiarów. Po drugie, choć to już w sumie dawno wiedziałam, ale teraz po raz któryś przykuło moją uwagę, papier europejski i amerykański nie ma takiego samego wymiaru. Bo po co, jeszcze by było zbyt łatwo. Jeszcze tutaj to nie jest tak źle, bo polskie kartki są węższe i wystają poza folijkę. Czasami to jest kłopotliwe przy skanowaniu, bo górę albo dół nie mieści się na wydruku. A to jest dobry centymetr różnicy. Ale gdybyście mieli koszulki polskie, to papier amerykański byłby zbyt szeroki, więc byście sobie mogli zrobić nic. No, może obciąć boki, ale co to w ogóle za głupia robota!
Oprócz tego, robiąc te różne super potrzebne rzeczy do aplikacji, trzeba było zrobić zdjęcie paszportowe. Pojechaliśmy z Jakubkiem do CVS'u (czyli takiego superpharmu, drogerii z apteką), bo tam można zrobić zdjęcia. (Wiedziałam, że można wywołać, jak u nas w Rossmannie, ale zrobić zdjęcie paszportowe? No okej. A tak przy okazji "u nas" jest bardzo niestabilne. U nas tutaj i u nas w Polsce jest dla mnie tak samo oczywiste. Kocham Polskę przecież i jest nadal moja.)
Dobrze, wracając do zdjęcia. Czekaliśmy w kolejce do kasy (bo zdjęcia robi ten sam pan), podszedł do drzwi dla personelu i ciach, wysunął ekran, szerokości drzwi (miałabym obawy, że nie wszyscy Amerykanie zmieszczą się na tym niewielkim pasku tła, ale najwyraźniej to nie problem, bo przecież robimy zdjęcie w drogerii), wziął do ręki malusieńki, cyfrowy aparacik i kazał stanąć. J powiedział, że robił zdjęcie całkiem niedawno, więc wie, że nie można pokazywać zębów. Koniec zasad. Tylko ja jedna? No okej. Pan zrobił dwa zdjęcia, sam wybrał i w minutę wydrukował sześć kopii. Potem powiedział mi, że mam stanąć, pyk pyk, zrobił dwa zdjęcia, wydrukował (bez konsultacji ze mną czy mi się podoba) i już. Koniec. Zważywszy na to, że "u nas" w Polsce pani zwykle podnosi podbródek, nie pozwala się uśmiechać, odgarnia grzywkę, każe wyciągnąć kolczyki i pokazać uszy oraz sto jeszcze innych zasad, a zdjęcie mimo to zawsze wychodzi okropnie, pan z CVS'u okazał się świetnym fotografem. Co nie zmienia faktu, że takie zdjęcie to mogłam sama sobie zrobić w domu!

Tyle. Idę dalej leżeć, jeść polskie słodycze i lekarstwa. (Choć polskie słodycze to już same w sobie lekarstwa.)

Całuję Was!

P.



Kredyty za piosenkę, oczywiście dla Madzi. Ona ma gust.

Mogą Cię również zainteresować:

6 komentarzy

  1. Świetny wpis! Gratuluję i życzę aby udało się szybko załatwić zieloną kartę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli Twoja agencja nic o ślubie nie wie ? :) Ale ta w USA czy ta w Pl ? I "zostajesz w szkole" znaczy znaczy zaczynasz studia i rodzinka Cię sponsoruje czy jak ? I co będzie jak tego 24 go Twoje AP się skończy a Ty nie wrócisz do PL .? Są tego jakieś skutki ? Chyna nie prawda ? Tyle pytań ...Bo może i mnie samą to czeka :):):) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agencja amerykańska nie wie, polska wie, bo pewnie na blogu przeczytali ;-)
      Tak, nadal będę się opiekować dziećmi i idę do szkoły, na magisterkę. Tylko jeszcze przez tą zieloną kartę i całe zamieszanie nie jestem pewna, czy nie zacznę pół roku później. Ale dostałam się do szkoły itd. Więc to już mam za sobą.
      Mam po programie 30 dni jeszcze żeby w razie czego wrócić do Polski. Ale jak dostanę odpowiedź z USCIS, to w trakcie rozpatrywania sprawy, dopóki nie dostanę zielonej karty, jestem legalnie, więc nie ma problemu.
      W razie czego pisz, postaram się pomóc :)

      Usuń
  3. Jestem ciekawa jak wszystko się dalej u Ciebie potoczy!
    Twoje dzieciaki są cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba to nie ciekawi :P chyba raczej myślenie o przyszłości nie jest dobre dla mojej głowy, bo wpędzam się w zbyt głębokie myśli!
      Dzięki! :*

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe