prawdziwy KONIEC

środa, sierpnia 24, 2016

 Wyobrażacie sobie, że odkąd pierwszy raz stanęłam na amerykańskiej ziemi, minęły dwa lata? Całe dwa lata. Z jednej strony minęło jak mrugnięcie powieką, z a drugiej..to były dwa długie, ciężkie, intensywne i bardzo bardzo znaczące lata mojego życia.
 Pamiętam jak dziś ostatnie szalone tygodnie w Polsce, pakowanie na trzy godziny przed wyjazdem na lotnisko, odprawa na minutę przed wyjazdem, bo przecież zapomniałam, bo byłam taka zajęta. A to już tyle czasu temu..
 Zastanawiałam się czy mam napisać jakieś podsumowanie czy coś, ale nie wiem. Pisałam o  tym trochę w poście rok temu (Cały rok. Warto czy nie warto?). Fakt, sporo się zmieniło, postanowiłam iść do szkoły, zostać w malusieńkim Ayer, wzięłam ślub, nie zdałam egzaminu na prawko stanowe, mimo posiadania prawa jazdy ponad pięć lat, nie pojechałam na Hawaje, jak wszystkie inne aupairki. Za to kupiłam szafę, kolejne dziesięć par butów, przejechałam się karetką do szpitala, przywiozłam trzydzieści książek w walizce, dorobiłam się dwóch nowych kolczyków, kupiłam miętowy ekspres do kawy, pomalowałam ściany w sypialni pięcioma warstwami farby, byłam dwa razy w Polsce, płakałam tyle razy, że nie da się policzyć, trzy razy wymieniałam telefon, bo coś przestawało w nim działać, złożyłam aplikację na studia magisterskie, zobaczyłam Saroise na Broadwayu, siedziałam w jacuzzi przez ponad cztery godziny i zgubiłam klucz do domu.

Jeśli mam wypowiedzieć się na temat samego bycia aupair, to wspaniała rzecz. Nie jest idealna, nie jest, praca za 4,5$ na godzinę potrafi być depresyjna, a różnica czasu potrafi naprawdę rujnować relacje. Gdybym miała teraz jeszcze raz zostać aupair na pewno pojechałabym jako super aupair (nie mam pojęcia jak to się nazywa, ale w Apia i Gawo bodajże, jest program dla aupair z wykształceniem kierunkowym i wtedy dostaje się 250, a nie 200$ na tydzień), chciałabym tylko maleńkie dzieci, albo najlepiej jedno. Tak tak. Chciałabym też, by więcej osób było w stanie mnie odwiedzić i żebym przestała uwielbiać słodycze. I żeby każdy znajomy napisał do mnie list, chociaż jeden, nawet i dwuzdaniowy, ale list, prawdziwy.


No i wiadomo, jak to rocznicowo, zawsze musi być sentymentalnie. Tęsknię, jak nie wiem co. Tęsknię. Nawet jak mówię, że nie. Jak mówię, że nie wiem co to tęsknota. Jak mówię, że nie tęsknię za ludźmi. Zawsze. Tęsknię za naleśnikami z Manekina, tęsknię za głupimi tekstami, które po angielsku nie mają sensu, tęsknię za lekcjami tańca, za starymi brzydkimi budynkami i za piosenkami w radiu, których tekst zabija mózg. Tęsknię nawet za wiadomościami w radio, bo telewizji nie oglądam przenigdy, a tak to chociaż usłyszałam o nowinkach ze świata, a teraz to nigdy nie wiem co się dzieje.

Jutro zadzwonię do mojej area director i powiem jej, już tak normalnie, że zostaję, że nie mieszkam już w domu, że mam już nowy dom. Zresztą, słowo "dom". Czym on w ogóle jest? Jest tam gdzie serce? Gdzie wifi samo się łączy? Gdzie mieszkają rodzice? Gdzie można zjeść wszystko z lodówki? Gdzie przychodzą listy?

Opowiem wam historyjkę. Wzrusza mnie ona.
Na początku lutego, siedzieliśmy z Jakubkiem i wpisywaliśmy w jego kalendarz ważniejsze dni, jakieś urodziny i takie inne, tłumaczyłam mu wtedy co to są imieniny, bo u nich to nieistniejąca tradycja. Gdy doszliśmy do 24 sierpnia powiedziałam "o, tego dnia wracam do Polski". Jakub zaczął rysować. Rysował i rysował, a ja nie mogłam rozwikłać, co to ma przedstawiać. Gdy skończył, okazało się, że narysował pierścionek zaręczynowy. "Zaznaczyłem, żeby nie zapomnieć, że tego dnia się oświadczę." Zamarłam wtedy, rozpłakałam się, bo jakoś tak mnie to ujęło za serce. Więc dziś jest ten dzień, a Jakub mi się nie oświadczył. Zrobił to 10 tygodni wcześniej, tuż po powrocie z Polski. Kupił pierścionek dzień po naszym powrocie. A potem, jak mi się nie chciało iść na kolację, powiedział, że żąda żebyśmy sobie spędzili wieczór razem, odpoczęli. Strasznie się denerwował. Nawet zapytał Madzię o moje ulubione piosenki Meli. I włączył je w samochodzie. A potem, w restauracji posadzili nas przy tym samym stoliku, przy którym siedzieliśmy, gdy byliśmy na pierwszej oficjalnej randce. Zabawne.

Nie jestem już aupair. Nie, nie jestem. Ale nadal zajmuję się maluchami. I nadal idę na magisterkę, muszę tylko rozpracować kim to ja jestem w systemie, bez karty, bez wizy, bez niczego.

Miejcie dobry dzień dziś!

Pola lalka




Mogą Cię również zainteresować:

10 komentarzy

  1. Mysle, ze moge Ci troche pomoc w kwesti rozpracowania kim sie jest bez karty i wizy w kontekscie studiow. Zaczelam magisterke w MA w 2013, pare miesiecy po rozpoczeciu Ajustment of Status. Zanim jeszcze pojawilam sie na uczelni, International Student Office (ISO) wyslalo mi e-mail odnosnie I-20. Kiedy poinformowalam ich, ze jestem juz w USA i czekam na zielona karte, odpisali, ze mam wyslac do nich kopie Notice of Action i paszportu. Po rozpoczeciu roku akademickiego kazdy obcokrajowiec musi sie zarejestrowac (International Student Check-In) - u nas odbywalo sie to online. Nie mialam jeszcze wtedy zielonej karty. Zamiast dokumentow przewidzianych dla ludzi z I-20, ISO zarzadzilo, zebym uploadowala Notice of Action z AOS. Karte dostalam w listopadzie, o czym od razu poinformowalam ISO. W tym momencie przestalam byc z punktu widzenia biura studentem miedzynarodowym i nie musialam juz rejestrowac sie na poczatku kazdego semestru. Mam nadzieje, ze to pomoze! I daj mi znac, jezeli moge w jakis sposob pomoc. Pamietam ile stresu mnie to wszystko kosztowalo, szczegolnie niepewnosc, czy w ogole moge studiowac :) Okazalo sie jednak, ze caly proces byl do zniesienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! Bardzo Ci dziękuję za wiadomość! Na szczęście okazało się, że póki co mogę jeszcze przez miesiąc zacząć na wizie J-1, a potem właśnie potrzebny będzie ten Notice of Action.
      A powiedz mi, czy po otrzymaniu zielonej karty zmieniły się kwoty, które płaciłaś? Czy in-state i out-state były takie same?
      Dziękuję Ci ogromnie i będę się odzywać w razie czego!! :*:*

      Usuń
    2. Niestety nie moge Ci pomoc w kwestii in-state i out-of-state, poniewaz nie studiowalam na uczelni stanowej. Podpytalam jednak meza - na jego uczelni, nie w Massachusetts, obowiazywala zasada dwoch lat stanowej rezydentury. Zaznaczyl jednak, ze kazda uczelnia moze stosowac takie kryteria, jakie chce. Powodzenia na studiach! Czy zaczelas juz semestr?

      Usuń
    3. Super, dziękuję! :)
      Zaczynam za tydzień.

      Usuń
  2. Pola, b. wzruszający jest twój ostatni post! Twoje 2 lata w USA jako AuPair to wspaniała i wzruszająca historia, która jak się okazało zmieniła wszystko w Twoim życiu:-) Miło nam było śledzić Twojego niezwykłego bloga, wspaniałych zdjęć Twoich dzieciaków, mądrych opinii i postów, które z przyjemnością się czyta:-) Gratulacje z okazji Ślubu:-) Trzymamy kciuki aby ten nowy rozdział w Twoim życiu był taki jak sobie wymarzyłaś:-) Jest nam niezwykle miło, ze mogliśmy Cie poznać i 2 lata temu pomóc w organizacji Twojego wyjazdu! Pozdrowienia od Prowork i miło nam będzie pozostać z Tobą w kontakcie:-)
    Ps. Odnośnie programu AU Pair USA z wyższym kieszonkowym. Niestety nie działa to tak dobrze, proces aplikacyjny jest znaaaacznie dłuższy, mniej ofert rodzin a obowiązki i wymagania zdecydowanie niewspomnienie do dodatkowych 50usd. Nasza rada zatem wybrać perfect match w standardowym programie:-) i korzystać z roku lub 2 w USA :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja też się bardzo cieszę i też mam nadzieję, że nadal będziemy w kontakcie :)

      Usuń
  3. Czesc Pola, niedawno przypadkiem trafilam na Twoj blog. Lubie sobie czasami poczytac historie aupair z Polski szczegolnie jesli mieszkaja w MA. Zapewne troche z sentymentu, poniewaz rowniez przyjechalam tutaj jako aupair 15 lat temu ( jak ten czas nieublagalnie leci ��). Podobnie jak Ty mialam super rodzinke co zapewne sprawilo ze chcialam zostac dluzej I caly pobyt byl dla mnie bardzo przyjemny. I tak po przedluzeniu pobytu poszlam do collegu, jakis czas pozniej poznalam mojego meza I tak to 15 lat pozniej caly czas tutaj mieszkam. Calkiem blisko Ciebie bo w Wayland.
    Fajnie czyta sie o Twoim pobycie I mieszkaniu w Stanach, przypomina mi to bardzo moje odczucia sprzed lat. Fajnie ze Ci sie tak ulozylo I gratulacje z okazji slubu. Powodzenia z procesem zielonej karty ! Pozdrawiam, Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  4. O jeju! Jak miło! Dziękuję!! :* Może umówimy się kiedyś na kawę albo ciastko? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Chetnie :) wysle emaila na priv. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Nie jest au pair in America, ale tęsknota za naleśnikami z Manekina nas łączy :)

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe