Dobra niedziela.

niedziela, lipca 17, 2016

Tego posta piszę już od tak dawna, że zapomniałam, co miałam napisać. Zdążyłam kupić biało-złoty odkurzacz, wyprowadzić się, pomalować sypialnię pięcioma warstwami farby, pracować 6 dni po ponad 10 godzin i przeczytać pół książki. Ostatnio cienko mi idzie czytanie, zwalam na brak czasu, oczywiście, najlepsza wymówka XXI wieku. Gdybym chociaż powiedziała, że gram w pokemonGo i dlatego nie mam kiedy czytać, to by było bardziej wiarygodne. Mnie przynajmniej "brak czasu" jakoś nie przekonuje. Dlatego dzisiaj cały ranek czytałam. A teraz jadę do Bostonu, usiądę w parku i będę czytać dalej.

Tata mojego męża, albo tata dzieci, którymi się opiekuję, mój host, jakkolwiek chcecie, bo dla mnie słowo teść jest jakiś takie nieczułe, miał w środę operację wymiany kolana na sztuczne. Ameryka. A do tego nie czekał na tę operację trzech lat, ani dwóch, jakby to pewnie było w polskiej służbie zdrowia. Czekał miesiąc. I już! Ma nowe kolano. Mi by się przydał chyba nowy żołądek do przyswajania kofeiny po całym tygodniu z trójką dzieci i upałem.
Nawet zebrałam się na odwagę i zabrałam całą trójkę do urzędu. Czekaliśmy tylko godzinę w kolejce. Dobrze, że mieliśmy cheeriosy.














Zbyt wiele nie poczytałam w parku, był jakiś koncert, ale nie mogłam go znieść, więc poszłam poczytać z kawą przy stoliku na super drogiej Newbury Street w Bostonie. Dobrze, że Starbucks ma wszędzie takie same ceny, nawet na fancy Newbury Street. Ale może to dlatego, że ich cena z założenia już sięga poziomu tej ulicy. No ale co zrobić, mają najlepszą sojową latte, nie poradzę! Czytałam sobie więc tam, z ubikacji niestety nie można było skorzystać, nie mają publicznej toalety. (A to akurat nowość, albo może nowość dla mnie, bo ostatnio byłam tam chyba z rok temu, ale pamiętam dokładnie, że ubikacja była dla ludzi. Co więcej, pamiętacie jak się śmiałam, że Jacob po raz pierwszy doświadczył płacenia za toaletę w Polsce? O, chyba powinnam była używać tam wcześniej słowa toaleta, jest takie bardziej ładne niż ubikacja. Dziś, gdy zapytałam w jednym ze sklepów czy mają ubikację, powiedzieli, że mają w restauracji obok, ale chyba płatną, oraz że na pewno mają w Marshalls. To mnie zdziwiło. Gdzie jak gdzie, ale w Ameryce płacić za toaletę to rzadkość! Poszłam więc do Marshalls. A tak w roli puenty tej dygresji, jeśli będziecie w centrum Bostonu, niedaleko Newbury Street, nie pijcie za dużo kawy, bo ciężko o toaletę!)






Byłam jeszcze w kościele, a właściwie w kaplicy na mszy dziś. Co najdziwniejsze, ta kaplica św. Józefa znajduje się w centrum handlowym. Bardzo bogatym Prudential Center. Mają tam punkt widokowy, jakbyście chcieli zobaczyć Boston z wysoka. No i mają katolicką kaplicę. Już kiedyś tam nawet byłam. A dziś zaobserwowałam, że msza była o wiele bardziej podobna do polskiej. A przynajmniej dużo bardziej podobna od tej w kościele, do którego zazwyczaj chodzę. Były nawet trzy pieśni, które ja znam po polsku. I nawet ludzie niechętnie podawali dłonie na znak pokoju, a to takie polskie. Amerykanie nawet pokazują palcami "piece" do ludzi w ławkach na przeciwko. Lubię amerykańską kulturę jeśli chodzi o serdeczność wobec obcych.

Wyobraźcie sobie, że w Ameryce nad morzem (albo może w Stanach nad oceanem) nie mają gofrów. Tak mi się marzyły. Takie z owocami. No ale nie było. Mają za to "fried dough" - jak kiedyś będziecie, spróbujcie sobie! Ma pewnie jakieś miliard miliardów kalorii, jest całe smażone w oleju, coś pewnie między pączkami a chruścikami, ale ja bardzo nie lubię pączków, a to jest mniam! Wygląda jak wielki placek, trochę jak jasny, krowi placek. Załączam obrazek, żebyście nie pomylili z krowim plackiem czasem.



Mówiłam Wam, że wzięłam ślub? Chyba nie. Ano, wzięłam. Opowiem Wam więcej później, ale macie mały smaczek!



Całuski! Miłego tygodnia żabki!




Mogą Cię również zainteresować:

19 komentarzy

  1. aaa! Ale że to już!? Tak! powiedz nam więcej! Gratulacje!!! btw ale te "twoje" dzieciaki już duże!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, rosną jak szalone! :)
      Już już :D dziękuję!

      Usuń
  2. trochę spóźnione gratulacje z okazji ślubu :) kto by pomyślał, że jadąc na au pair można znaleźć miłość swojego życia u host rodzinki? ^^ czekam z niecierpliwością na relację z Twojego wielkiego dnia!

    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie aż tak spóźnione, przecież to dopiero chwilę temu! Dziękuję :*
      No właśnie, kto by pomyślał!

      Usuń
  3. W październiku mam zamiar zostać Au Pair w USA. Dziś w pracy, na lotnisku w Warszawie zupełnie przypadkowo poznałam Panią Olgę, która przyjechała na lotnisko żegnać swojego syna, wylatującego jako Bro Pair do Massachusetts. Co najlepsze okazało się, że ta Pani jest znajomą Twojej Mamy... ten świat jest mały :)
    Gratulacje z okazji ślubu!

    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem nawet o kim mówisz! Tak tak, znam Kacpra, chociaż dopiero tydzień temu się dowiedziałam, że będzie aupair!
      Co za zbieg okoliczności! No i w ogóle jakim cudem się dowiedziałaś, że ona zna moją mamę :o
      Pozdrawiam!
      I dzięki :*

      Usuń
    2. Zaczęłyśmy rozmowę z Panią Olgą na temat programu AuPair, kiedy czekała na wylot Kacpra. Pani Olga zaczęła opowiadać o córce znajomej- Poli, która jest bardzo zadowolona z programu i całkiem niedawno wzięła ślub z synem Host Dad. Mówię- zaraz, zaraz przecież znam tę historię z bloga Pola from Poland! :D
      Pozdrawiam
      Monika

      Usuń
    3. Ha ha, ale śmiesznie!
      A Ty juz wiesz dokąd lecisz?? :)

      Usuń
    4. Jeszcze nie wiem, dopiero zaczynam poszukiwania host rodzinki. :)

      Usuń
  4. Czekamy na więcej zdjęć z tego pięknego dnia !! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pola, Gratulacje! Twoje dzieciaki są nieustająco świetne!
    Powodzenia na nowym etapie życia:-)
    Jeszcze raz dziękujemy za odwiedzenie nas w biurze Prowork w Warszawie!
    Mamy nadzieję, ze Twój dwuletni letni wyjazd spełnił Twoje oczekiwania:-) Twój blog to wspaniała kronika z życia #aupair, ale też albo przede wszystkim wspaniałe słowa i zdjęcia o przyjaźni:-) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!!!! :* i dziękuję za przemiłe przyjęcie mnie w biurze. :) mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjadę z wizytą! :)

      Usuń
  6. Jakie te twoje dzieciaczki sa słodkie :) czekam z niecierpliwością na kolejny post :D Sonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są są, też się nie mogę na nie czasami napatrzeć! :)

      Usuń
  7. Poczekaj, az zaczniesz placic za ubezpieczenie zdrowotne to bedziesz wiedziala, dlaczego nie ma kolejek do lekarzy chociaz do tych lepszych, tez sie czeka okolo 2 miesiecy. Przez jakis czas musialam placic ubezpieczenie za siebie bo firma w ktorej pracowalam nie dawala ubezpieczenia byl to koszt 400$ miesiecznie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem, ubezpieczenie jest drogie, my płacimy 480$ na miesiąc za dwie osoby, a i tak myślę że to dużo. No ale szczerze...Za jakość trzeba płacić.

      Usuń
    2. Dodatkowo co roku drozeje w tym roku o 70$ miesiecznie... Naszczescie teraz mam ubezpieczenie przez firme doplacam 120$ ale out of pocket mam tylko 300$ :) wtedy mialam 4000$

      Usuń
  8. Tak powolutku nadrabiam posty z Twojego bloga i jak tylko będziesz w Chicago to koniecznie musisz udać się do bazyliki św. Jacka (o ile jeszcze nie byłaś). Jest to typowo polski Kościół, z pomnikiem Jana Pawła II przed wejściem a msza wygląda identycznie jak w moim 17-nasto wiecznym Kościele w Polsce. Nawet na organach grają. Takich prawdziwych!

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe