Pola znowu w domu.

wtorek, czerwca 21, 2016

Cześć misiaczki!


Nie, nie zapomniałam o blogu. Ale nie było mnie, wiem. Dwa miesiące aż. Przepraszam Was. Trochę miałam na głowie do zrobienia, albo może nawet "w" głowie.
Wróciłam z Polski. No dobra, nie właśnie teraz, bo już tydzień temu. Albo aż bo wydaje mi się, że w tym tygodniu zdarzyło się więcej niż to możliwe. Polska jest cudna. Jestem tam co pół roku i nawet gdy myślę, ile wydałam na bilety i ile bym mogła za to sobie kupić dóbr, nie oddałabym widoku tych wszystkich twarzy. Nawet J, na dzień przed wylotem do domu powiedział, że jemu jest ciężko zostawiać tych wszystkich ludzi po tygodniu, a co dopiero mi. Świetnie. To właśnie ten najgorszy moment sobie wybrałam na pisanie posta w samolocie, jak mi się chciało płakać, bo uświadamiam sobie, jak bardzo rozdarte jest moje serce miedzy dwoma domami. A jeszcze żeby tego było mało, pan koło mnie oglądał "Brooklyn", który jest najwspanialszym obrazem rozdarcia serca, jaki znam. 

Uuuu, bardzo miły początek! Polska była cudowna. Jak zawsze te 9 dni minęło jak dwa. Byłam trzy razy w Warszawie, w Krakowie, Wieliczce, Auschwitz, Poznaniu i Śremie. J próbował kiszonej kapusty i oscypka, czyli rzeczy, których ja za żadne skarby nie włożyłabym do buzi; musiał zapłacić pierwszy raz w swoim życiu za toaletę, nauczył się kilku słów i  doświadczył mojego ulubionego mechanizmu obronnego - trzymania dziecka na kolanach na spędzie rodzinnym w celach zabezpieczenia psychicznego. :D to ostatnie to akurat moje ulubione.No i nie mogłam przestać na nich patrzeć.


Niestety tydzień to za mało, żeby doświadczyć wystarczająco, ale J powiedział, że następnym razem też leci ze mną. 








Zobaczcie kto przyjechał nas zobaczyć do Krakowa!!! K. <3 ale się za nim stęskniłam.




Nie, nigdy nie mam dosyć dzieci, nawet na wakacjach :D


Nie wiem czy to widzicie, ale naprawdę! Lody B&J's kosztują w Polsce 28 zł za opakowanie! A tutaj 4$. No cóż, nie będę Wam zatem polecać moich ulubionych Cookie Dough jeśli mieszkacie w Polsce. Ale w Stanach sobie spróbujcie!

No i  był półmaraton. Ale nie pamiętam czy Wam mówiłam, że miał być. Był... straszny. Ale dobra mina jest. Starałam się.

Co nie oznacza, że mogłam dojść do domu o własnych siłach.



Trochę Wam opowiem jeszcze co było przed piękną Polską.
Tydzień przed Polską byłyśmy z moją wspaniałą eM w NYC. To już normalka, że tam jadę tuż przed wylotem do Polski. Chyba tak bardzo nie lubię pakować walizki, że wyjeżdżam z domu, żeby mieć prawdziwą wymówkę. A tak naprawdę to była to ostatnia okazja, żeby zobaczyć JB, bo ona zaraz kończy program i leci na studia do Anglii. Wow przy okazji! Bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki JB i czekam już na kartkę z Anglii!

O, przy okazji Anglii, Londyn Gatewick to najgorsze lotnisko na jakim byłam. Miałam przesiadkę tam, musiałam mimo to przejść przez sprawdzanie paszportu i sprawdzanie bagażu podręcznego jeszcze raz (co by było zupełnie absurdalne, gdybym na przykład kupiła jakieś rzeczy na bezcłówce, dobrze że kupiłam tam tylko wodę, bo na przykład perfumu byłoby mi żal wyrzucić..). Na informacje o bramce czekaliśmy w nieskończoność w drodze powrotnej, myślałam już, że ktoś bardzo nie chce, żebyśmy wracali. 

Wróćmy do NY. Za każdym razem jak tam jadę, chodzę po Brooklinie i myśle, ze super byłoby tam mieszkać na trochę, rok albo dwa. A potem jadę do centrum i żałuje, że nie zostałam w domu. Poszłyśmy na Times Square, bo musiałam kupić tam prezent, ale to jest jedno z gorszych miejsc na Ziemi. No, może poza Las Vegas, tam na prawdę już nigdy nie chce wrócić. Ale było warto jednak do tego centrum. Miałyśmy już jechać do domu i nagle zobaczyłam Saroise na plakacie na Broadwayu. No i przepadłam! Przedstawienie zaczynało się za pół godziny. Kupiliśmy bilety last minute i do domu zamiast o 12 byłyśmy o 4:30 nad ranem. Ale zdecydowanie było warto! Przedstawienie było fantastyczne. Zobaczenie Saroise Ronan na żywo odhaczyło na mojej liście coś, czego nigdy bym nawet nie śmiała tam dopisać.




W Polsce jak zawsze było szaleństwo. Ale... przed Polską było również bardzo niestabilnie. Wyobraźcie sobie, że zadzwoniłam do szkoły w czwartek, w dniu mojego wylotu, Pani powiedziała, że dostałam się na uczelnię, że teraz muszę dostarczyć jeszcze dokumenty wymagane od międzynarodowych studentów. Więc z tego placu zabaw leciałam do domu, P jechał do banku jeszcze po podpis, jechałam do szkoły i jak tylko wróciłam to eM wiozła mnie na lotnisko. Chciało mi się płakać i wymiotować i miałam tak mieszane uczucia czy się cieszę czy nie, że do teraz nie wiem co myślałam.
W Polsce zatem okazało się, że muszę czekać na mój I-20 - dokument potrzebny do złożenia aplikacji o wizę. Mimo, że na uczelni powiedzieli mi że powinno to być szybko, nikt nie był pewny co to szybko ma oznaczać. Postanowiłam zatem, że zostanę dłużej w Polsce i poczekam. Ostatecznie, w piątek, dwa dni przed planowanym wylotem, postanowiłam że jednak wracam. I wniosku o wizę nie składam mimo, że I-20 został wysłany z uczelni do mojego domu w piątek po południu. Sama już go odebrałam, w poniedziałek, podczas pracy.

Jeszcze mam trochę do opowiedzenia, ale na dziś już nie mam sił. Więc posłuchajcie sobie Dawida:



Miłego tygodnia!

P.

P.S. No dobra, ostatnia nowinka: zaręczyliśmy się.





Mogą Cię również zainteresować:

14 komentarzy

  1. Gratulacje i powodzenia :) pisz częściej uwielbiam cb czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!! :) postaram się, obiecuję! Tylko ostatnio nie było najlepiej, a wolę jednak tę lepszą stronę pokazywać ^^

      Usuń
  2. ?! Czytam Twojego bloga od początku, z każdym dniem czekam na kolejne wpisy i z całego serca Wam gratuluję! Dobrze wiedzieć, że po drugiej stronie globu odnalazłaś Swoje szczęście! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Polka fasolka!!! Nie wierzę!!;) ekstra!! Uciekam przed pakowaniem, zaczęłam robić sonie warkoczyki i mi się przypomnialas i myślę "kurcze, co tam u Poli, chyba kiedyś miała bloga";) super, strasznie mnie cieszy twoje szczescie i mam nadzieję, że za pół roku wyskoczymy razem do Manekina;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh Maryś! Dokąd się pakujesz? :D a ja myślałam też o Tobie ostatnio jak byłam w Wawie! Muszę napisać do Ciebie maila! Oczekuj!

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe