Najlepszy dzień.

poniedziałek, kwietnia 04, 2016

Leżę w łóżku chora. Ale najlepiej wychodzą mi te posty napisane od ręki, bez planu, a akurat poczułam natchnienie.
Dostałam pół dnia chorobowego, zasnęłam na kanapie, a teraz już we własnym łóżku, czekam aż wyzdrowieję. N pytała czy chcę pojechać do kliniki (lekarza, szpitala czy czegokolwiek innego, co mogłoby mi pomóc na ten zabójczy kaszel i ból istnienia), ale odmówiłam, po ostatniej przygodzie ze szpitalem, zbyt wielkie mam obawy, że zostanę wpędzona w długi przez służbę zdrowia. A spójrzmy prawdzie w oczy, nadal jestem aupoor.
Leżę zatem, mimo że powinnam się uczyć do tego przeklętego egzaminu, który czeka mnie za 10 dni (a ja ledwo przeczytałam kilka przykładowych pytań), i czekam aż J przyjdzie i powie mi jak pięknie wyglądam, mimo iż jestem chora. (On tak naprawdę mówi, nawet gdy nie mam makijażu, wyglądam jak człowiek z białaczką, a moje włosy zapomniały co to słowo "fryzjer". Jest ślepo zakochany, trzeba mu wybaczyć.)
I jak tak leżę to obmyślam plan wyjazdu do Polski. Nawet zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak często tam bywam, przeciętna aupair nie jeździ do domu co pół roku, woli odłożyć na laptopa. Ale mi chyba mój odpowiada póki co (Chociaż nie powiem, ten złoty mak wydziera się do mnie, gdy wchodzę do sklepu jabłka. Nie znoszę tam chodzić.).
Jak myślicie- co powinien Amerykanin zobaczyć w Polsce? Oprócz moich super znajomych i rodziny, bo to wiadomo jest największa atrakcja (A w szczególności Ci, którzy po angielsku nie mówią. To będzie moja atrakcja!). Będziemy tam zaledwie tydzień, ale przecież z szacunków prowadzonych od 587 dni wynika, że za pół roku powinnam się tam pojawić znowu. (Co może być zupełnym kłamstwem, zapytam o to Pana konsula, on mi przecież powie czy będę mogła podróżować dalej czy zostanę skazana na kilkuletni pobyt w Massachusetts bez możliwości pójścia do mojej ukochanej naleśnikarni w Poznaniu.)

Przy okazji, nie znoszę Was wszystkich, którzy trąbicie w całym Internecie, że w Polsce jest tak pięknie, słonecznie, trzeba wychodzić na dwór i och! oby ta pogoda nigdy nie minęła. Jest kwiecień. Czwarty kwietnia, a mój samochód jest zasypany śniegiem. Ktoś mi powie o co w tym chodzi?

Spałam już dziś w ciągu dnia trzy godziny, ale teraz już się położę życząc Wam miłego tygodnia!
Żadnych zdjęć, żadnych.




Mogą Cię również zainteresować:

0 komentarzy

Szukaj na tym blogu

Subscribe