Nie chcę aupair.

wtorek, stycznia 26, 2016

Dlaczego w ogóle chciałam wyjechać jako aupair do Stanów? Bo gdy dowiedziałam się o istnieniu tego programu, gdy byłam w pierwszej klasie liceum, uznałam że to najlepszy pomysł na świecie! Pojadę do Stanów, które zawsze chciałam zobaczyć, będę opiekować się dziećmi, które kocham, a do tego podszkolę sobie język i nie będę więcej miała ogromnej blokady i obawy przed mówieniem czegokolwiek, nawet przy moich siostrach, których angielski zawsze był o niebo lepszy od mojego. Idealnie.

Czasami spotykam się z opiniami, że musiałam być taka odważna żeby poleciec na drugi koniec świata, do obcych ludzi, którzy w dodatku mówią w innym języku. Ja jakoś tego nigdy tak nie widziałam, myślę że może dlatego, że raczej należę do osób niezależnych, w dodatku wierzących, że co ma się stać to się stanie, a mój plan już jest zapisany, i jest ma mi się coś stać to i tak się stanie(to odnośnie komentarzy ludzi typu: co jak mnie napadną, okradną i uprowadzą..A tak naprawdę to co jeśli trafię do najstraszniejszej rodziny na Ziemi.).

Pozytywów programu jest milion. No, przynajmniej według mnie. Nie każdy chyba tak uważa. Ja zobaczyłam wiele miejsc, udowodniłam sobie, że jestem niezależna, że mogę spełniać swoje marzenia, że nie ograniczają mnie myśli utknięciu w miejscu, które nie daje mi radości, bo zawsze mogę ruszyć dalej, zmienić miejsce i być szczęśliwa, gdziekolwiek chcę. Wyjazd sprawił, że poznałam bardziej siebie. I fakt, że stało się to przez pewną samotność, która jest trudna, ale często nieunikniona, ale także przez inną perspektywę tego co oczywiste, relacji, które wydawały się oczywiste, a które zostały wystawione na próbę. To wszystko ma ogromny wpływ na to jaka jestem teraz, po prawie półtora roku bycia tutaj. 

Ale program aupair ma nie tylko pozytywne aspekty. Niedawno, z żartu bo żartu, ale moja hm powiedziała, że najwyżej jak ona zaniemoże to weźmiemy sobie drugą aupair. Na co ja stanowczo zaoopnowowałam! 
Zrobiłam to zupełnie odruchowo, ale potem musiałam to wytłumaczyć mojemu host tacie, ale też sama sobie. Dlaczego nie chciałbym mieć aupair, skoro sama nią jestem? Oh. Hipokrytka? Na na na. 
Ale mam swoje powody! I nimi właśnie są minusy tego programu.. 

 Jest to jedyny program, który pozwala na tani wyjazd do Stanów. 
Wiem, istnieją jeszcze inne programy, work&travel czy Camp America. Ale tam na przykład trzeba sobie kupić bilet, wyłożyć pieniądze, które mimo że się zwrócą, nie każdy posiada. Program aupair jest o wiele tańszy. I w związku z tym tworzą się pewne komplikacje. Mianowicie: osoby chcące wyjechać. Bez urazy oczywiście, każdy ma prawo robić co chce, ale ja osobiście nie popieram wyjazdu osób, które nie miały styczności z dziećmi. Wiadomo, nastolatkami czy dziećmi szkolnymi jest łatwiej się zająć, ale gdy słyszę, że ktoś przyjechał się opiekować 8 miesięcznym dzieckiem, a nigdy wcześniej nie zmieniał pieluszki...włos na głowie mi się jeży. I dobra, nie każdy musi mieć styczność z małymi dziećmi, ale aby się nimi tu opiekować trzeba mieć referencje, że się małymi dziećmi opiekowało. 
Nie wiem jak dla was, ale dla mnie kłamstwo to jedna z rzeczy, których po prostu nie znoszę.. Gdybym to było moje dziecko i bym się dowiedziała, że ktoś kto się nim zajmuje nie ma doświadczenia...to bym umarła. 
Więc błagam wszystkich, którzy chcą wyjechać, poopiekujcie się dziećmi zanim będziecie tutaj, dzieci są super. <3 
Jak czasami zdarzało mi się czytać "ja tych dzieci nie wychowuje, jak się nimi tylko zajmuje, i tak już za późno, a i tak za chwilę będą miały nową aupair" to po prostu nie mogę! Moja pedagogiczna wrażliwość aż się trzęsie z nerwów. Wychowujemy te dzieci, nawet nieświadomie, poprzez czas, który z nimi spędzamy, poprzez to czego je uczymy, co im pokazujemy, jak się względem nich zachowujemy. To jest wychowanie. I wiadomo, nie zmienimy wszystkiego, nie zawsze będziemy się zgadzać z tym jak dzieci są wychowywane przez rodziców, ale to nie znaczy, że nie mamy się starać. 

 Agencje w Stanach. 
Rozumiem i absolutnie zgadzam się z tym, że są opłaty dla agencji, oni pomagają nam stworzyć aplikacje, pomagają w uzyskaniu wszystkich potrzebnych informacji, wysyłają nam informacje o wizie, ubezpieczeniu itd. Jeśli Was to interesuje to rodzina płaci agencji ok. 9/10tys$ za pierwszy rok. Pokrywa to opłaty agencyjne, przelot w dwie strony, szkolenie w hotelu przez 4/5 dni (zależnie czy jesteście na szkoleniu dla niemowląt czy tym podstawowym). Muszą jedynie dopłacić za wasz dojazd do nich z NY. (Dlatego to już kwestia indywidualna, bo jedni jadą pociągiem a inni lecą samolotem.) 
Jest to logiczne i uzasadnione. 
Opłata za drugi rok natomiast...to 7tys$. Za co? W zasadzie...do dziś do tego nie doszłam. Dla mnie musieli załatwić tylko dokument DS na drugi rok, ale to są jakieś śmieszne pieniądze. Oprócz tego nie robią już w zasadzie nic. Ah! Jeszcze płacą za nasze super ubezpieczenie, które praktycznie nic nie pokrywa( jak pewnie każdy wie :P). Ale nie ma tam ani biletu na samolot, ani tygodnia w hotelu...No więc nie wiem. Wydaje mi się to dość absurdalne. Ale niestety bez tego ciężko wymyślić inną opcję, bo na własną rękę tego dokumentu nie dostaniecie. 
To jest właśnie plus bycia aupair w Europie, gdzie można po prostu gdzieś jechać i pracować, bez wiz, dokumentów i stresu, że co jak ktoś będzie miał zły dzień i na przykład nie przepuści was na lotnisku, gdy będziecie wracać z wakacji. I oczywiście agencja to nie tylko minusy, bo przecież daje to zabezpieczenie i większe szanse na trafienie do normalnej rodziny (co nie jest aż tak pewne xD).

Pomoc agencji. 
A w zasadzie area director czy lcc, jakkolwiek chcecie nazywać osoby koordynujące wasz rejon aupairek. Moja teoretycznie pomagająca osoba nie zna odpowiedzi na pytania, które posiadam, może mam jakieś nietypowe pytania, ale jeśli się coś robi przez 17 lat to powinno się znać odpowiedzi, albo chociaż wiedzieć gdzie je znaleźć... Przynajmniej takie jest moje zdanie. 

Wracając do samego posiadania aupair. Hipokryzja na maksa, wiem, ale chyba nie umiałabym zaprosić do mieszkania w moim domu.... I nie chodzi o to, że nie mam zaufania do ludzi, nie nie! Po prostu czułabym dyskomfort. Zresztą sama się tego bałam i na początku to było bardzo ciężkie, by w obcym domu czuć się swobodnie. Myślę że mi zajęło to zaledwie dwa miesiące. Ale co gdyby to nie nastąpiło z obu stron? Znam tyle dziewczyn, które czują się nieswojo, niepewnie, będąc teoretycznie w domu... Wiem, że to może przewrażliwienie i niepotrzebne obawy, ale ja bym się tego panicznie bała. Zresztą wiem, że N też tak miała. Ostatnio mi mówiła, że kilka dni przed moim przyjazdem ryczała po nocy jak to będzie! I w naszym przypadku obie bałyśmy się niepotrzebnie, ale jak już mówiłam - moja hf należy do tych wyjątków, gdzie stajesz się prawdziwą rodziną i wszystkie obawy znikają.

Tyle. Wyżaliłam się. 
Napiszcie co myślicie. 

Chyba powinnam robić więcej zdjęć, bo ostatnio nie mam co tu wrzucać. 
Ale jedziemy niedługo zobaczyć ice castle to wezmę aparat! 



Miłego! 







Mogą Cię również zainteresować:

4 komentarzy

  1. Ja też byłam au pair i u swojej rodzinki czułam się jak ich trzecie dziecko (no nie zawsze) ale sama nie chciała być mieć ap w domu. Bo nie i koniec ;) Mam wrażenie, że rodzice posiadający AP mają mniejszy kontakt z dziećmi (nie wszyscy oczywiście), ktoś "obcy" ciągle jest jednak w moim domu... Nie i nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak było już po programie? Masz z nimi nadal kontakt itd.? :)

      Usuń
  2. ja tez jestem prawdziwa czescia rodziny i czulam sie juz tak bedac jeszcze w pl, bo mielismy bardzo dobry kontakt od momentu zmatchowania ;) wiec tak jak mowisz, sa wyjatki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie że są! Myślę, że to jakieś 5-10% który trafiają na takie super rodzinki i czują się jak w domu. Także cieszę się, że Tobie się udało! :)

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe