Niedziela.

środa, października 07, 2015

U mnie w miasteczku mamy trzy albo nawet i cztery kościoły. Ja nie wiem czym różni się kościół Baptystów od Episkopalnego. Sama chodzę do Katolickiego i właśnie dlatego chciałam Wam pokazać czym różni się od tego, który mamy w Polsce. Mimo, że jest to ten sam Kościół Katolicki i większość wygląda tak samo, niektóre rzeczy po prostu są ciekawe.


Plusy i minusy.

Plusy:

1. Dziewczynki mogą być ministrantami, a kobiety szafarzami.
Gdy byłam w Brukseli, jakieś 8 lat temu, w kościele na mszy jedyną pomocą księdza była mała, urocza dziewczynka. Pomyślałam sobie wtedy, jak fajnie by było, gdyby w Polsce też dziewczynki mogły być ministrantami. U mnie w parafii dziewczynki należą do chórku. Tylko, że dla mnie to zawsze było takie niesprawiedliwe, bo śpiewanie nie jest takie super dla każdego. No i rozumiem ten cały podział i działanie, ale mimo to sądzę, że bycie małym ministrantem byłoby ekstra!
Tutaj w zasadzie większość to dziewczynki.
No i kobiety pomagają także rozdawać Komunię Świętą. Nie ma żadnej różnicy jakiej kto jest płci. No, oprócz księdza. W katolickim kościele tylko mężczyźni są księżmi. (W Kościele Baptystów - tym, do którego należy moja host rodzinka, księdzem jest kobieta, która ma męża i córkę.)

2. W każdej ławce jest książka ze wszystkimi czytaniami na cały rok oraz pieśniami.
Może nie każdy tego używa, dla mnie jest to pomysł fantastyczny. Nie tylko dlatego, że dzięki temu widzę słowa angielskie i jest mi łatwiej zrozumieć co czytają, ale też dlatego, że mogę się bardziej skupić czytając i słuchając jednocześnie.
Jest też kartka ze wszystkimi odpowiedziami, w razie gdyby ktoś nie wiedział co i kiedy mówi ksiądz i co się wtedy odpowiada. To jest zdecydowanie ułatwieniem dla mnie, bo całego "Wierzę w Boga" po angielsku to ja bym nie była w stanie powiedzieć.
Na początku dziwiłam się, że ludzie też trzymają i czytają, ale podobno kilka lat temu zmieniono niektóre wersje modlitw i ciężko się przestawić, szczególnie gdy przez całe życie mówiło się inaczej, także jest to taka mała pomoc.
Zresztą, w Polsce często w zależności od kościoła, księża mają swoje wersje i wtedy zwykle ludzie się gubią.

3. Ksiądz czeka na ludzi przed wejściem.
Zaraz po mszy ksiądz idzie na tył kościoła i czeka na ludzi. Podaje każdemu rękę, wita się, pyta co słychać, życzy miłego tygodnia. Według mnie jest to fantastyczne. Ludzie stoją przed kościołem, gawędzą, znają się.
Oczywiście zależy to też od księdza, ale jest jeden, który czasami daje dzieciom cukierki, przybija piątki. Dzieci to niesamowicie lubią. I tworzy to o wiele bliższą relację między ludźmi ze wspólnoty Kościoła. No i właśnie, można to nazwać wspólnotą. A tego według mnie brakuje w naszych wielkich parafiach, gdzie ludzie się nie znają..

4. Przez to, że zwykle jest to mała społeczność, parafie nie są kilkutysięczne jak u nas w Polsce, to każdy każdego zna. Plusem tego jest to, że zwykle dary do ołtarza niosą jakieś rodziny, rodzice z dziećmi, albo po prostu przypadkowe osoby. Ja pewnie bym się nie odważyła zapytać księdza czy  mogłabym to zrobić należąc do wielkiej parafii, a tutaj jest to takie naturalne, piękne uczestniczenie w mszy możliwe w zasadzie dla każdego.

5. Mają koszyki na długich patykach! :D Więc zbierający nie muszą wyciągać ręki ażżżżż tak daleko. No, taka tylko drobnostka, ale jak ułatwiająca życie. A w jednym kościele, gdzie mają zwykłe koszyki, ludzie po prostu sobie go podają i koszyk krąży aż do końca ławek. Niewyobrażalne u nas, nieprawdaż?
W niektórych kościołach mają też koperty, więc każdy wkłada pieniądze do koperty i wkłada do koszyczka. Pozwala to uniknąć oceniania kto, co, ile, po co...itd.
Jest też możliwość przelewu, ksiądz w kościele do którego chodzę teraz mówił ostatnio, że bardzo by chciał, żeby kiedyś nie trzeba było zbierać na mszy pieniędzy, każdy by po prostu ustawił przelew stały na swoim koncie i już! Byłoby prościej!

Minusy:

1. Niektórzy księża zawsze spieszą się na obiad.
Nie wiem jak to możliwe, ale ksiądz w parafii w Ayer najwidoczniej zawsze jest głodny, bo wszystko robi w takim tempie, że czasami mam wrażenie, że jeszcze nie zaczął a już skończył. Jego msza trwa 35-40 minut. Co dziwne, w jednym kościele nawet psalm jest zawsze czytany, w drugim natomiast, gdzie jest ten sam ksiądz, jest chór i śpiewają psalmy. Tam ksiądz stara się o wiele bardziej, czyta wolniej i msza trwa AŻ 50 minut. Nie mogę rozgryźć czy po prostu tam mu się bardziej podoba, czy tu boi się, że nie zdąży zjeść przekąski w drodze na następną mszę w tym drugim miasteczku.
Jak pierwszy raz pojechałam tam na mszę to ksiądz nawet nie miał ornatu. Byłam wtedy po prostu zdumiona!

2. Country Alleluja rani moje uszy.
Kolejna rzecz o kościele w Ayer, zespół muzyczny posiadający gitarę i ukulele śpiewa Alleluja w wersji country. Za każdym razem tak samo raniąc mój umysł. Bez urazy, ale jest tyle pięknych wersji Alleluja, że mogliby się bardziej postarać, bo to jęczące brzdąkanie boli.
I w sumie to był jeden z głównych powodów dla którego przestałam tam chodzić. Bo w innym kościele jest pianino, ładnie śpiewający ludzie, chce im się za każdym razem wcześniej przyjść i grać jak ludzie dopiero się zbierają. Wiem, że muzyka to nie najważniejsza rzecz, ale jednak mi pomaga w skupieniu się i wczucia się w klimat modlitwy.

3. Komunii Świętej udziela się pod dwoma postaciami. Byłby to zdecydowany plus, gdyby nie to, że każdy pije z tego samego kielicha. Fakt faktem, osoba podająca kielich obciera za każdym razem kielich, ale jak dla mnie szczególnie zimą, kiedy panują wszelkie choroby i choróbska, jest to przerażające.

4. Przez to, że społeczność jest mała i każdy każdego zna, co jest też plusem, jak wspomniałam wyżej, jest uciążliwe gdy na końcu mszy ksiądz pyta czy są jacyś odwiedzający i ludzie się gapią na siebie, ja zawsze udaję, że nie wiem o co ksiądz pyta, bo raczej wolałabym uniknąć zawstydzenia spowodowanego gapieniem się na mnie zbyt dużej ilości ludzi w momencie powiedzenia skąd to ja się wzięłam! Ale to raczej tylko mój problem, bo reszta ochoczo się zgłasza, mówi skąd jest, ksiądz żartuje, prosi żeby wypowiedzieli jakieś słowa, które te części Stanów wymawiają z innym akcentem. :)


Ani plus ani minus.

Nie mogę rozgryźć z czego to wynika, może z tego, że moje sumienie jest bardziej surowe, albo też dlatego, że oni mają jakieś inne zasady, ale tutaj praktycznie 99% ludzi idzie do Komunii Świętej. Na chrzcinach odkryłam, że idą nawet ludzie, którzy miesiącami nie chodzą do kościoła.

No i to chyba tyle. :)
Miłego dnia!

P.





Mogą Cię również zainteresować:

2 komentarzy

  1. Juz to kiedys pisałam ale musze to powtórzyć ! Uwielbiam muzykę którą udostepniasz na swoim blogu ! Niektóre z piosenek znam inne słysze pierwszy raz w zyciu ale wszystkie trafiają w mój gust :) Dziękuję z wszystkie piosenki które poznałam dzięki Tobie :)
    Fajnie że masz szanse uczestniczyć w tych amerykańskich mszach. Zazdroszę dziewczynkom "ministrantkom"... w dzieciństwie chodziłam na wszystkie nabożenstwa i kumplowałam się z ministrantami i strasznie im zazdrościłam tego że mogą służyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję !! No i nie ma za co, ja uwielbiam muzykę, więc cieszę się, że ktokolwiek inny może poznać te utwory, które ja uwielbiam! :)
      Dokładnie, zawsze też tak myślałam!

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe