B.A.A. Boston półmaraton!

piątek, października 23, 2015

I'm Znowu nie mogłam się zebrać w sobie i znaleźć czasu, żeby napisać tego posta. Ale oto i on!




Po pierwsze to przebiegłam ten półmaraton bostoński, o którym już praktycznie zapomniałam! :P No, nie zrobiłam życiówki, ale w życiu nie biegłam w biegu, gdzie było tyle szalonych podbiegów.
Jeśli Was to ciekawi to za uczestnictwo w biegu była opłata 75$, niezależna od narodowości ani niczego innego. No, chyba że chodzi o Kenijczyków, bo oni zapewne mieli darmowy start. Jeśli chodzi o maraton bostoński, najstarszy maraton, to trzeba zapłacić więcej, jeśli jest się obcokrajowcem (jest to chyba 175$ - 225$, czyli 50$ więcej).
Półmaraton to nie jest takie wydarzenie jak maraton, ale według mnie bieg zorganizowany bardzo dobrze. Ludzie pokazujący na trasie wszystko, ileś punktów z wodą i napojami energetyzującymi. Jeśli chodzi o porównanie z polskimi biegami to chyba największa różnica to jedzenie.Tzn jedzenie po biegu, to tam mało ważna rzecz, ja i tak zwykle nie jem, bo na sam widok jedzenia mam ochotę zwymiotować. Tutaj po były batony proteinowe, burgery, jakieś bajgle itd. Jeśli chodzi jednak o jedzenie w czasie biegu: w Polsce zwykle są to banany i czekolada. Ja nie wiem jak ludzie mogą to brać do ust podczas biegu. Nie wiem czy tylko ja mam takie odczucie, ale no banan?? najbardziej mdły owoc jaki chyba istnieje. Także nie dzięki, nie mam ochoty wymiotować po stu metrach od zjedzenia!
Tutaj nie było bananów. Nie było też czekolady. Punkt "żywieniowy" był tylko jeden, w połowie biegu i dawali tam tylko żele. To jest coś co ja zwykle sama brałam na bieg, musiałam to mieć w jakiejś kieszonce, albo w ręce, co nie było zbyt wygodne. Tutaj mieli 5 smaków i szczerze strasznie zaczęłam się śmiać, gdy usłyszałam przekrzykujących się wolontariuszy "vanilla!!!!" "rasberry!!!!!" "mocha!!!!!".
Także za te żele wielki plus. Co nie zmienia faktu, że i tak miałam ochotę wymiotować po biegu. Mniam mniam. Dobra, koniec o mdłościach, bo jeszcze ktoś pomyśli, że coś ze mną nie w porządku!

Jeszcze jedna zabawna rzecz: przed biegiem- wielkie kolejki do toitoi'ów (jakkolwiek powinnam to napisać!) - rząd 50 kabin, ludzi w każdej kolejce po 30! Więc godzina 8, rozpoczęcie biegu, 30 osób przede mną. Godzina 8:05, Kenijczycy już pewnie na trzeciej mili (!), nadal 15 osób przede mną. 8:07 jakiś koleś woła do ludzi przez megafon "guys, we need you to start the race as fast as it's possible"! Serio! Także pośpiech! Ja zaczęłam o 8:10, także jeszcze nie tak źle. Pierwszą połowę biegło mi się wręcz fantastycznie, miałam czas jaki chciałam, nawet na podbiegach dawałam radę, pogoda była idealna (bieg zaczął się bardzo wcześnie jak na takie biegi, co oznaczało, że trzeba było wstać o 5:20 żeby dojechać itd.!), było lekkie słoneczko, naprawdę warunki super. Tylko te podbiegi... po 6 milach miałam już dość górek i pagórków..  Więc ostatecznie przebiegłam te 21.097km, ale żałowałam, że nie dałam rady zrobić życiówki. Dobrze byłoby mieć życiówkę z Bostonu, czyż nie? No, ale może następnym razem! :)

Mój host tata pojechał ze mną i jak zobaczył tych ludzi to spojrzał na mnie znajwiększym zdziwieniem jakie kiedykolwiek widziałam na jego twarzy i zapytał "Ci wszyscy ludzie mają zamiar biec??? Oni zapłacili żeby się tak katować???". Ha ha. A to wcale nie był jakiś wielki bieg. Było zaledwie trochę ponad 6tysięcy biegaczy. 

Konkurs na najlepsze plakaty kibicowskie: 
Nagroda nr 1: "Biegnij jakbyś gonił dyniową latte!" ("Run as you'd be chasing pumpkin spice latte!")
Nagroda nr 2: "Uśmiech! Pamiętaj, że za to zapłaciłeś!" ("Smile! Remember that you've paid for it!").



No i to chyba tyle!
W weekend byłyśmy w Portland, Maine i Portsmouth,NH- napiszę o tym potem. Portsmouth skradło pierwsze miejsce miejsce w moim sercu jeśli chodzi o miasta, które do tej pory widziałam! Takie klimatyczne, stare miasteczko ze małymi sklepikami. Piękne!

Miłego piątku!







Mogą Cię również zainteresować:

2 komentarzy

  1. Dawanie bananów i czekolady nabiegach w Polsce jest bardzo logiczne - chodzi o to, że są to najbardziej odżywcze i najłatwiejsze w zjedzeniu rzeczy, jakie mogą dać podczas biegu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oczywiście się z tym zgadzam, aczkolwiek wiem że sama bym tego nie mogła włożyć do ust podczas biegu, bo pewnie bym to zobaczyła z powrotem bardzo szybko...:P bardzo mdło mi się robi na samą myśl!

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe