Kocham amerykańskie jedzenie.

sobota, sierpnia 29, 2015

Jak Wam mija weekend?




 Mamy nadzieję, że tak wesoło jak nam. :)

"Age of Adaline" - genialny film, szczerze polecam !!! :) 
 


Jedzenie.
Naprawdę uwielbiam amerykańskie jedzenie. I wcale nie zgadzam się z tymi, którzy tak bardzo mnie ostrzegali, że jedzenie będzie ohydne

Dlaczego je uwielbiam?

1. JEST SUPER TANIE
 Jedzenie dla Amerykanów jest naprawdę niedrogie. Nie chodzi mi już nawet o międzynarodowe ceny jak na przykład kanapka w Subway'u za którą w Polsce trzeba zapłacić prawie 20zł, a tutaj kosztuje kilka dolarów. Chodzi mi o produkty w sklepie spożywczym. 
Ostatnio robiłam duuuuuużo ciasta na chrzciny. Patrzyłam sobie na produkty i nie miałam żadnych hamulców, bo coś za drogie. Duża paczka orzechów: 10$, mleko skondensowane 1,50$
Moim największym hitem są na pewno orzechy nerkowca, o których chyba już nawet mówiłam. 13$ za wielki słoik, gdzie jak byłam w Polsce, za małą garstkę tych orzechów na wagę zapłaciłam 5zł. A tu można by sobie jeść garściami i nie wydać dużo pieniędzy. 
   
 Ostatnio czytałam książkę (którą zresztą bardzo polecam - "Bóg nigdy nie mruga") i strasznie mnie rozbawił fragment: “Miałam dziecko do wykarmienia, a chciałam stawiać na stół coś więcej niż kanapki z masłem orzechowym i galaretką albo makaron z serem.” 
Masło orzechowe z galaretką - a według Amerykanów 'dżemem' - jedzą naprawdę. Ja nadal nie odważyłam się spróbować, bo brzmi to zbyt kosmicznie. Drugi aspekt: masło orzechowe. Dla nich masło orzechowe jest tak tanie, że właśnie to oraz Mac and Cheese - czyli makaron z serem w proszku...jest jedzeniem dla biednych. No może nie tylko dla biednych, ale jak nie ma się za dużo pomysłów i pieniędzy to właśnie to często bywa na stole. N mówiła mi, że w pierwszym swoim mieszkaniu ciągle takie rzeczy jadła... 
W Polsce natomiast masło orzechowe jest droższe niż Nutella! :D 

 Słoiczki - żarełko dla dzieciuszków - OH! JAKIE DROGIE!60 centów za słoiczek. Jakby u nas słoiczek kosztował mniej niż złotówkę to sama bym sobie kupowała. Zresztą tutaj czasami się skuszę na jakieś owocki albo kukurydzę :D

2. WEGETARIAŃSKA OPCJA? PROSZĘ BARDZO!
 Jako człowiek niejedzący mięsa, w Polsce czasami mam ochotę kogoś uderzyć za tysięczny komentarz jak to ja mogę żyć bez mięsa, albo czy na pewno nie chcę spróbować, bo przecież to niezdrowo. Okej, szanuję że każdy ma swoje zdanie, ale nie obchodzi mnie szczerze, czy akurat ta osoba nie je rzodkiewki albo ananasa, bo nie chce. Ja nie chcę jeść mięsa i to moja sprawa. Tutaj ludzie zupełnie mają to w nosie: nie jesz? Ok. To możesz w takim razie zjeść to, to i to. I tyle. Koniec kwestii. I uwielbiam takie podejście. 
Mój maluch jest wegetarianinem, tak przy okazji. Po prostu nie tyka mięsa, jak i miliarda innych rzeczy. :P

3. ZAWSZE JEST OGROMNY WYBÓR
 Jako, że tutaj nie mają malutkich sklepików na rogu każdego bloku, których też zresztą się nie widuje, zwykle na zakupy jedzie się do wielkiego supermarketu. Wybór jest taki, że w zasadzie można stać pół godziny i nadal nic nie wybrać. Uwielbiam wybór płatków śniadaniowych, albo mleka. Chcecie mleko 0,1,2 czy więcej procentowe? A może chcecie sojowe? Albo migdałowe? Migdałowe? Dobrze. Niesłodzone? Czy tylko lekko niesłodzone? I czy waniliowe czy oryginalne? Heh. :D Mleko skondensowane? Też nie ma problemu z 10 rodzajów na półce
Chociaż chociaż....tu muszę przyznać, że ostatnio miałam problem ze znalezieniem pewnych produktów. Z okazji mojej rocznicy, postanowiłam zrobić mój najukochańszy wypiek: dacquoise. Tort bezowy przełożony kremem lekko karmelowym. Do jego wykonania potrzebny jest serek mascarpone oraz masa kajmakowa. W internecie udało mi się znaleźć jeden rodzaj masy kajmakowej i musiałam pojechać do 4 sklepów, żeby go wreszcie dostać. Fakt, gdybym wcześniej na to wpadła, pewnie bym zamówiła na amazonie kilka dni wcześniej, ale nie widzę sensu zamawiać produktów spożywczych online. 
Druga rzecz: serek mascarpone. Oni w ogóle nie wiedzieli co to jest. Jak pytałam w sklepie to patrzyli na mnie z dziwną miną, po czym uznawali, że CHYBA to jest jakiś włoski typ sera... Ale nie mieli. Udało mi się znaleźć w Hannaford po 4 próbach! Jeeej! 
Zresztą dacquoise - moja host mama uznała, że to jest po prostu cudo, z czym zresztą się zgadzam, że nigdy w życiu nie jadła nic podobnego, nie jestem pewna czy w ogóle kiedykolwiek jakieś bezowe ciasto jadła, i nawet gdy jeszcze był w lodówce kawałek uznała, że za niedługo muszę to zrobić jeszcze raz. 
Ch - pani, która czasami przychodzi nam pomagać zapytała 3 razy jak to możliwe, że zrobiłam to bez mąki, bo ona jest bezglutenowcem, i zabrała do domu dodatkowy kawałek. 
No, ale wracając do tematu, nawet jeśli nie mają kilku prduktów: reszty jest wybór wręcz zbyt duży!  

4. WCALE NIE TRZEBA JEŚĆ FAST FOODÓW
 Faktycznie, może amerykańskie organiczne znaczy trochę co innego niż nasze organiczne, ale i tak można znaleźć bardzo dużo zdrowego jedzenia. Trader Joe's to sklep typu: zdrowe, ale nie kosmicznie drogie jedzonko. Może i sok marchewkowy, który mają jest ważny dwa tygodnie, a nie jeden dzień, jak soczki Marwitu, za którymi niezmiernie tęsknię, ale smak ma bardzo bardzo podobny. Reszta soków marchewkowych, które miałam okazje kupić w supermarketach, były ohydne! Nie dało się wypić ani jednej szklanki. Więc po 5 próbach zrezygnowałam z próbowania kolejnych. Kupuję sobie ten w TJ
Mają tam chleb, który jest pyszny. Nie taki tostowy, który można kupić wszędzie.     

5. MOŻESZ SOBIE NAWET BYĆ WEGANINEM.
 I najlepsze w tym jest to, że wcale nie musisz być bogaty, żeby to zrobić. Bo mleko migdałowe wcale nie kosztuje dużo więcej niż normalne czy też sojowe mleko. Kiedy to w Polsce mleka migdałowego na oczy nie widziałam, a mleko sojowe kosztuje 10zł za litrowy kartonik! 
 


 Nadal nie dostaliśmy zdjęć z chrzcin, więc jeszcze trochę muszę poczekać, żeby Wam pokazać jak było.
 
 Za tydzień J idzie pierwszy raz do przedszkola. Będzie chodził na dwa dni po trzy godziny, ale to już jakiś krok. Jestem ogromnie podekscytowana i strasznie dumna, bo wiem jak pół roku temu byłoby nie do pomyślenia, że to nastąpi.

 

 Widzieliście, że Amerykanie mają płacone co tydzień? Tak samo jak aupair. Niby można pomyśleć, że łatwiej się wydaje, ale dla aupairek myśl, że wystarczy w razie czego poczekać do następnego piątku, jest niezwykle pomocna. :D
Zresztą ostatnio jak powiedziałam host tacie, że u nas dostaje się wypłatę co miesiąc popatrzył na mnie jak na jakąś walniętą w głowę. To taka ciekawostka. 


Miłej niedzieli
P.

Mogą Cię również zainteresować:

9 komentarzy

  1. Widze,ze nie tylko ja jestem 'inna' i kocham tutejsze jedzenie :) jedynie co mogę szczerze powiedzieć, to to,ze mi nie smakuje to sos barbecue, poza tym,wszystko jest pyszne. Nie jestem wegterianka ani weganka ale w PL nie jadłam wielu rzeczy, bo mi nie smakowaly, teraz jest inaczej. Przyklad? Jajka czy ser - od dziecka było to dla mnie ohydne,teraz to jem ;)
    Ps. Ostatnie zdjęcie wygrywa wszystko! Prześliczne!
    Pozdrawiam! :* www.myimmemorialdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sosu bbq w życiu w buzi nie miałam, zupełnie nie lubię sosów i nawet sałatki jem bez żadnych sosów, olejów czy innych takich umilaczy smaku :)
      Ja chyba nie mam takiej rzeczy, którą zaczęłam jeść tutaj a wcześniej nie lubiłam. Za to nie mogę przestać zachwycać się squashem, którego w Polsce nigdy nie spotkałam, a dla nich jest trochę jak dla nas ziemniaki. :D

      Usuń
  2. Przyznam szczerze, że trochę mnie uspokoiłaś, bo faktycznie ciągle się straszy, że w Ameryce jest takie straszne jedzenie. Tak się składa, że jestem na diecie wegańskiej i zastanawiam się jak to będzie...ciekawi mnie jak to jest z ceną takich produktów jak ryże, kasze, makarony itp? To chyba jest dość tanie prawda? Plus z tego co się orientuję co do świeżych warzyw i owoców to są drogie...powiedz, że się mylę proszę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinko!! Nie martw się na zapas, bo akurat jeśli chodzi o jedzenie to nie jest problem! No chyba, że uzależnisz się od kawy w Starbucksie to wtedy można zbankrutować :P
      Makarony, kasze to rzeczy bardzo tanie. Warzywa i owoce też nie są drogie. Zresztą - akurat i jedno i drugie powinna Ci kupować rodzinka :) no chyba, że wybierzesz takich, którzy jedzą fakt foody i o istnieniu warzyw nie będą chcieli słuchać, lol! No i jeszcze kwestia czy będziesz chciała warzywa ze sklepu, czy takie naprawdę organiczne z farmy ;)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super notka! dużo rzeczy opisałaś , na pewno się przydadzą. Masz jedną z najlepszych rodzinek , aż żal będzie ich opuszczać ale na szczęście do tego jeszcze daleko :) Brzdące są słodziutkie , takie kochane :* i rosną jak na drożdżach <3 pozdrawiam i trzymaj się tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, zobaczymy jak to będzie z opuszczaniem. Może coś wymyślimy żeby nie płakać.
      Rosną strasznie szybko, jeszcze chwilę temu leżeli a dziś już biegają po domu i się biją xD!
      Dziękuję :*

      Usuń
  5. Ja z mojej wizyty w Ameryce Trader Joes wspominam wyjątkowo :) bardzo mili pracownicy, duuuużo produktów (najbardziej chrupki ziemniaczane i chipsy warzywne) ale najbardziej spasowało mi smoothie z wholefoods. Marzy mi się też Panera bread (chyba tak brzmiała nazwa) i Chipotle w Polsce... wspaniały blog tak w ogóle. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Trader Joes to zdecydowanie fantastyczny sklep! Też uwielbiam tam chodzić!
      Smoothie nigdy nie próbowałam tam, chyba muszę się wybrać!
      Penera i Chipotle są super - to prawda!!!
      Dziękuję ogromnie! :*

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe