Weekend niepodległości.

piątek, lipca 10, 2015

4th of July

Amerykański Dzień Niepodległości.
Jak możecie się domyślić flagi są po prostu wszędzie.
W zasadzie chyba najważniejsze święto dla Amerykanów.
Wieczór wcześniej zrobiliśmy sobie polskiego grilla. A w sobotę postanowiliśmy razem z K. i A. pojechać do Bostonu zobaczyć fajerwerki nad rzeką. Bo przecież "musisz koniecznie to zobaczyć", "jak możesz nie widzieć fajerwerków na 4th of July skoro jesteś w Stanach??!!" itd. Ja tam kilka razy już chciałam zdezerterować, bo jako człowiek bojący się zatłoczonych miejsc czułam się niekoniecznie komfortowo, ale skoro już siedziałam na tym kocyku nad rzeczką, to siedziałam.
Fajerwerki były dopiero o 22:30. Jak dla mnie późno, bo już o 9:30 było ciemno i wszystkie dzieci już powoli zasypiały.
Kiedyś byłam w Ustce, w Polszy nad morzem, na festiwalu fajerwerków. Pokazy fajerwerków zgrane z muzyką mogą być naprawdę zachwycające. Tutaj macie przykład takich z Ustki:


Fajerwerki w Bostonie natomiast...były masą fajerwerków w jednym miejscu, totalnie bez żadnego WOW, po prostu 25 minut fajerwerków bez przerwy. W jednym miejscu, które po 5 minutach było już tak zadymione, że połowy nie było widać. Brawo!
A. prawie tam wydrapała oczy ludziom, którzy chcieli się na nasze miejsce wtrynić, bo przecież "tutaj było zajęte zanim Wy siedzieliście". Zabawne!
Powrót metrem był zły. Ale nie było aż tak tragicznie jak myślałam. Pamiętam jak po Dniu Świętego Patryka była miliardowa kolejka do metra, tym razem też było dużo ludzi, ale wszyscy porozchodzili się na różne stacje, więc jakoś dało się oddychać! Także przeżyłam i wróciłam do domu!







Hiking. 

W niedzielę postanowiłyśmy z eS wybrać się na mały hiking. Nie mogłyśmy dojść do tego, czy nazwać to wspinaczką górską, czy nie, bo przecież to będzie taka tam mała górka, półtorej godziny wchodzenia, to jeszcze nie wspinaczka.
Okazało się, że w niektórych miejscach aż prosiło się o jakieś łańcuchy wspomagające. Może to dlatego, że nie miałyśmy butów do wspinaczki, ale było ciężko. Zresztą dziesięcioletni chłopiec z tatą nadawali nam tempo. No, i tak byli pierwsi na szczycie. Ale prawie ich dogoniłyśmy. Pewnie byłoby łatwiej gdyby nie przerwa na batonika.
ES nigdy nie była na wspinaczce! Dobrze, że póki tu jeszcze jest, udało nam się dojechać. Bo eS wraca w sierpniu do Polski.
A ja sobie przypomniałam, jak wchodziłam jako dziecko na Kasprowy Wierch i mama dawała mi do plecaka mleczko skondensowane, mniam mniam cukier cukier pycha pycha! i batoniki. 
Tutaj chyba nie mają mleczka skondensowanego. Może to dlatego, że we wszystkim już mają tyle cukru i słodziku, że nie mieli sumienia jeszcze tego dawać ludziom. He he. 
Zresztą ostatnio słyszałam w radiu, że mają wprowadzić Oreo thins- cieńsze, mniej nadzienia, co dla mnie nie ma zupełnie sensu, bo nawet dla mnie, a nie przepadam za oryginalnym oreo, lubię jedynie miętowe, nadzienie jest najlepsze. I te super oreo dla odchudzających się ludzi ma mieć o szalone 7kcal mniej. No to faktycznie!! Light jak nic! Kupie chyba całą paczkę, żeby schudnąć. W dodatku, przez to, że jest chudsze, z przeznaczeniem dla dorosłych, nie ma już w planie odkręcanie ani maczanie go. Że niby dorośli nie otwierają ciasteczek przed jedzeniem? Taaaa..i może jeszcze nie obgryzają ptasiego mleczka wokoło zanim jedzą środek? Jasne. 

Ale dobra, koniec o ciastkach.
Górka na którą wlazłyśmy, w New Hampshire, jakąś godzinę drogi od mojego domu, Mount Monadnock. Wysokość 965 metrów (w stopach 3 165 wygląda trochę bardziej imponująco!). No, najwyższy szczyt to nie był, ale było tam przepięknie.
Jeden z hasających na górze panów rozmawiał przez telefon po polsku, ale nie zagadałyśmy go..no bo gadał przez telefon. A potem zniknął gdzieś za skałami.
  




Dzielna eS.!! 




Oglądaliście film pt. "Wild"? Bodajże "Dzika droga" po polsku.... Ach! Jakże zachwycające są polskie tłumaczenia filmów. Ostatnio opowiadałam o tym mojej hostce, która z pięć razy pytała, czy naprawdę "Dirty dancing" to "Wirujący seks". Tak, owszem. Mój faworyt.
No. "Wild". Film z Reese Witherspoon. Moja ulubiona aktorka. W zasadzie jedyna chyba aktorka, którą gdybym zobaczyła to pewnie bym się posikała z radości. Jest niesamowita.
Przypomniała mi się scena, w której koleś wyrzucał jej z plecaka wszystko, pytając co jest jej naprawdę potrzebne. I przypomniało mi się jak jechałam nad morze z plecakiem i nie mogłam wstać z podłogi mając go na plecach. A jechałam tylko na kilka dni. Eh eh.

Chciałabym wybrać się kiedyś na taki weekend w góry, żeby tam spać. Ciekawe czy bym to jakoś przetrwała. Może jak już wszyscy moi tutejsi znajomi się wyprowadzą do Polski, albo na drugą stronę Stanów, jak moja E., i nie będę miała już nikogo, to sobie coś takiego zaplanuję.

Jako, że akurat Poznańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę wędruje sobie przez super upalną Polskę, a to była moja pierwsza pielgrzymka to tutaj moja ulubiona wersja muzyczna Hymnu o Miłości. Seminaryjna bodajże. Ale nie pamiętam czy to z Gdańska czy skąd. Jest fantastyczna, chociaż chyba kilka razy jej słuchałam zanim pokochałam.


Zupełnie nie wstawiam zdjęć na fb. Jakoś przestawiłam się na insta. 

Chyba starczy.
Buziaczki!

P.


Mogą Cię również zainteresować:

5 komentarzy

  1. Zdjęcia tych bobasów zawsze mnie rozczulają :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie one rozczulają nawet jak cały dzień z nimi spędzam :)

      Usuń
  2. Bobasy są niesamowite ! Blog też świetny ! Dodaje do obserwowanych ;)

    www.myimmemorialdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ! Bardzo mi miło :) i powodzenia w pakowaniu ! ! ! :D

      Usuń
  3. Widać że fajnie się bawiliście :) a bobaski takie kochane! <3

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe