Okrutnie boję się pasikoników.

wtorek, lipca 14, 2015

Boję się pasikoników. I boję się pająków. Boję się dotknąć ślimaka, albo strzepnąć robaka, który akurat usiadł na czyjejś głowie. Boję się włożyć głowę pod łóżko. I boję się mostów, które w mojej wyobraźni wyrzucają mnie za barierkę, nawet gdy stoję 2 metry od niej. Nie znoszę tłumów, boję się i czasami czuję, że zaczynam się kulić w sobie, gdy muszę stać w zatłoczonym tramwaju. Albo wysiadam, bo ktoś mnie trąca i zaburza moją sferę.





Moje host dziecko jest nadwrażliwe sensorycznie. Ma też OCD ( obsessive-compulsive disorder) czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, które objawują się niezwykłym pedantyzmem, bo przecież każdy wie, że kredki muszą leżeć dokładnie w tej samej linii, puzzle muszę być układane zawsze w tej samej kolejności, a zabawki stać na parapecie w tą samą stronę, bo przecież jeden samochód nie może stać tyłem, jeśli cała reszta stoi przodem, prawda? Fakt, rozumiem to, czasami wydaje mi się to zabawne i rozkoszne, ale czasem zadziwia mnie, gdy 3,5 letni JJ poprawia po mamie zabawki na podwórku. Nie robi tego zawsze, ale zdecydowanie zaburza to jego równowagę psychiczną. Ciężkie życie jak na małe dziecko. A to tylko OCD.

Jest jeszcze ta druga część. Sensory Processing Disorder. Nadwrażliwość sensoryczna. 
Myślę, że większość ludzi w ogóle tego nie rozumie, nie wie jak się żyje z taką nadwrażliwością.
Czasami zastanawiam się, czy sobie wymyślamy wszystkie ADHD (attention-deficit hyperactivity disorder) i inne rzeczy, aby usprawiedliwić zachowanie dziecka, aby dać mu przyzwolenie na to, by miało jeszcze więcej kontroli niż już posiada.
Często myślimy, że ludzie chuchają i dmuchają na swoje dziecko, że przecież to tylko jakaś błahostka. I faktycznie, tak również się zdarza. Ale co, jeśli dziecko naprawdę ma problem z nadwrażliwością sensoryczną. 

Moja mama jest niesamowicie wrażliwa na dźwięki, słyszy psa u sąsiadów, szum ulicy, z którego ja zdaję sobie sprawę dopiero, gdy zamyka okno. Nie może spać, bo w innym pokoju jest otwarte okno. Nie jeździ szybko samochodem, bo wycie silnika na poziomie 3tys obrotów powoduje u niej niepokój.

Moja host mama zna dziewczynkę, która panicznie boi się dźwięku dzwonka w szkole. Co lekcję przerażona czeka na ten dźwięk.

A mój maluch: zaczyna płakać i wpadać w panikę, gdy na bluzce jest zbyt duża kropla wody, albo, gdy dziecko na placu zabaw krzyczy. Nie zje sera, bo to nie ta sama firma, sprawdzi czy jogurt to na pewno ten, który lubi. Za każdym razem. Zawsze. Pierwsza łyżeczka to skwaszona mina sprawdzająca smak. Nie spróbuje czekolady, ani lodów, ani niczego poza 20 rzeczami, które je.
Ciężko mi pojąć, gdy 10 razy prosi mnie, byśmy pojechali do taty do pracy, a gdy tam wchodzimy to się chowa albo ucieka, bo za głośno. Już nie wspominając co, gdy jest tam ktoś obcy.
Powie, że chce wracać do domu, mimo że właśnie jechaliśmy godzinę, żeby zobaczyć wozy strażackie i traktory, bo jest tam za głośno od syren, a w dodatku dorośli ludzie się gapią i pytają czy chce wsiąść do wozu.
W grupie zabaw mówi mi, że nie zje nic i ucieka, a ja wiem, że to dlatego, że pani się patrzy i nieświadoma próbuje się szczerzyć i czeka na odwzajemnienie uśmiechu.

Jest to niesamowita próba cierpliwości. Czasami jestem sfrustrowana, obwiniam siebie, że nie mam wystarczająco cierpliwości. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak jest.
Ale, gdy się nad tym zastanawiam, gdyby mnie ktoś posadził na moście, wśród robaków i ślimaków, w zbyt dużym natężeniu ludzkim na metr kwadratowy....sama zaczęłabym płakać i krzyczeć i myślałabym, że umieram. Może przesadzam, wiem. Ale ja jestem dorosła, umiem panować nad lękami i nawet stojąc w zatłoczonym metrze, oddycham głęboko i wiem, że jakoś to przetrwam. 3,5 letnie dziecko nie ma takich uspokajaczy i panowania nad emocjami, nieprawdaż?
Gdy sobie uświadamiam że tak jest, dlaczego ta woda na bluzce nie może po prostu wyschnąć, obiecuję sobie w duchu, że jutro, gdy zdarzy się coś podobnego, będę cierpliwsza. To jest wyzwanie. I cieszę się, że świadomość tego pozwala mi go kochać bardziej, i pracować nad jego i nad swoimi trudnościami. 







Zostały mi niecałe dwa tygodnie do Kalifornii !
P.











Mogą Cię również zainteresować:

7 komentarzy

  1. dzieciaczek jest przesłodki!

    www.myimmemorialdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Hey!
    Ta pierwsza część to dokładnie jakbym czytała o sobie - pasikoniki, pająki, robaki, tłumy, mosty (chociaż tu bardziej boję się, że się zawali ;D). Planuję wyjechać w przyszłym roku jako au pair i martwię się, że to też może być problem no bo co jeśli np. na dziecku taki robak usiądzie, albo w pokoju dziecka będzie pająk i mnie zawoła i co ja wtedy zrobię ;D
    Miło się czyta, że ktoś z podobnymi lękami już jest au pair i mimo to sobie radzi ;)
    No i podziwiam Cię, nie każda au pair podjęła by się opieki nad chorym dzieckiem i miałby tyle cierpliwości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm...Ja nawet much nie zabijam mimo, że JJ ucieka. Czekam aż ktoś inny to zrobi :P
      Ja tego nie traktuje jako chorobę, zwykle jest przecież zupełnie normalnie. Czasami tylko jest ciężej. Zresztą to że obserwuję to będąc tutaj daje mi doświadczenie i buduje cierpliwość.
      Jeśli chodzi o lęki: czasami czuje, że ludzie myślą "matko! Co za księżniczka!". Tyle że często to jest silniejsze ode mnie i nie mogę nad tym zapanować. Więc sama nazywam się blond księżniczką i żyję sobie z tym :D

      Usuń
  3. Kochany urwis :) a bliźniaki cudne <3 Czekam na posta o Californi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś niesamowita, że potrafisz znaleźć w sobie tyle cierpliwości. Przy takich dzieciach czasami potrzeba jej zdecydowanie więcej. Mam nadzieję, że jak ja w końcu znajdę rodzinkę, to też mi jej nie braknie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega fajny post :D a co do robali to jak juz jakis na tobie usiadzie to co robisz?:D czekasz az wobie sam odleci ?:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzepuję, albo uciekam, żeby bardziej się wystraszył niż ja jego. ;-)
      Dzięki !! :*

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe