First stop. San Francisco.

środa, lipca 29, 2015

Wiem wiem, zdjęcia z samolotu już były, ale spójrzcie na to. Nie mogę rozgryźć tych okręgów. Widzę w tym zero ekonomii. Po co tak?



Wylądowałyśmy szczęśliwie. San Francisco powitało nas... smrodem! Jeszcze w życiu nie widziałam tak wielkiego stężenia ludzi bezdomnych, zapachu niemycia, sików i marihuany w jednym miejscu. Mniam mniam. 
Mina eS idealnie wam to zobrazuje!

A kawałeczek, dosłownie 10 minut stamtąd: dzielnia luksusu: PRADA, Louis Vuitton i inne takie!




Postanowiłyśmy pojechać na wycieczkę autobusową po mieście, wielkie targowanie się o bilety pozwoliło nam kupić je za 25$ zamiast 35 czy nawet 40 u drugiego pana. Zresztą oni sami kłócili się jeszcze bardziej i nie pozwalali sobie dojść do słowa. Zabawne to było. Ale zasadniczo te wycieczki niczym się nie różnią. Można wysiadać i wsiadać do następnego autobusu w konkretnych punktach. Plus był taki, że jednego dnia zrobiłyśmy całość, a drugiego tylko dojechałyśmy do miejsc, które chciałyśmy zobaczyć z bliska.




Strome ulice. Kosmos.

Najdłuższa ulica: Geary - imienia burmistrza SF z dawnych lat, ma aż 11 km.


Chinatown:


Drugi, jeśli chodzi o wysokość budynek w SF. Jakiś bankowy biurowiec.

Ten za to jest najwyższy. Ma mniej pięter, bo 48, a ten wyżej 52, ale i tak jest wyższy przez swój piramidowy daszek!


Książki na wietrze! :)

Tutaj hit: Garlic Restaurant. Można tam zjeść nawet lody o smaku czosnku! Nie miałyśmy akurat ochoty, ale jeśli chcielibyście spróbować to: 325 Columbus Ave.

Kościół świętego Piotra i Pawła. Adres: 666 jakaśtam Street, ale nie pamiętam nazwy. Heh.
Na schodach tego kościoła zdjęcia ślubne miała robione Marylin Monroe. Jako, że jej mąż był rozwodnikiem to nie mogli wziąć ślubu kościelnego, ale zdjęcia i tak sobie zrobili przed nim. :)


Molo! Pełno pełno turystów, trochę bezdomnych, masa sklepów typu: San Francisco made in China. Także można sobie kupić trochę plastikowych śmieci. 

eS była zachwycona, bo to molo to z jakiejś gry z dzieciństwa, w której się na deskorolce jeździło!

 

 Bezdomni: o co proszą? 

Weed. Taka bezdomność!

Sprzedawali nawet Jelly Beans, każdy smak osobno!! Czad, bo jak się kupuje całą paczkę to połowa jest ohydna! Szczególnie jakieś popcorny i inne takie. 


Sprzedawali tam również pyszną-pyszność: CORNdogi! eS powiedziała, że nawet jak jej kupie to tego nie zje:P o ta pani tutaj wcina corndoga z musztardą!


Fok-foki. Leżą sobie tam i jęczą. Po angielsku mówi się, że "barking", ale jak dla mnie szczekanie to to nie jest. Tak sobie tam siedzą, ludzie jedzą lody i się na nie gapią. Podobno jakiś czas temu była tylko jednak foka, albo pan fok, i tak samotnie leżał przez jakiś czas, bo reszta popłynęła i go zostawiła. Trochę musiało być smutno. 


Następny był Palace of Fine Arts. Ładny park, ale jakoś zupełnie nie pasuje do SF.



Panienki nie wiadomo czemu tyłkami obrócone.

Ta dziewczynka mnie rozbawiła!





No i wreszcie most! Golden Gate. Najpierw z plaży.





Mała syrenka i Alcatraz. Nieczynne już więzienie. Ciężko z biletami, coś jak na Statuę Wolności, do końca sierpnia już zaklepane. No chyba, że chcecie te fałszywe, takie się znajdą:P
Więzienie było czynne, aż do 63 roku.
W latach działania więzienia odnotowano 14 prób ucieczek. Iluśtam uciekinierów zostało zabitych. Jedna, taka najbardziej znana ucieczka, dwóch braci i jeszcze jednego więźnia, jest uznawana za udaną, bo ich ciał nigdy nie odnaleziono. Było to w 62 roku, czyli rok przed zamknięciem więzienia.
Na trzech więźniów przypadał jeden strażnik. Przez jakiś czas więźniowie byli karmieni lobsterami- krabami?, bo było ich tam tak dużo, że było to dla nich super praktyczne. A teraz się płaci kokosy za kraby w restauracjach!



San Fran!

Golden Gate. Nie jest to jakiś stary most, ma zaledwie 78 lat. Jest to jeden z najdłuższych mostów wiszących na świecie. Jak idzie się pieszo można odczuć jak się buja. My podziękowałyśmy, posiedziałyśmy w autobusie. W którym zresztą prawie nas wywiało.


Jakby strachu przed mostem było mało, jakiś inteligent wjechał nam pod autobus! Jeeeeej! Wielki korek, zakorkowaliśmy most, ale atrakcja dla ludzi była.





Wiaaaaało!



Zastanawiałam się czy ktoś faktycznie kiedyś skorzystał z tego znaku.

Spędziłyśmy trochę czasu z kotem. 
Ale nie chciał iść z nami do kina, więc byłyśmy same.

Rano wybrałyśmy się przejażdżką Cable Car - słynnym tramwajem w San Fran! Dosyć droga atrakcja, bo za przejazd 7$, tłum, bardzo bardzo ciężko stanąć tak z boku, jak by się chciało, no ale jak można by przegapić taką kolejeczkę! :D



Poszłyśmy jeszcze zobaczyć krętą Lombard Street. Nie wiem czy najbardziej kręta na świecie, ale w San Francisco na pewno. Czysto turystyczna atrakcja, wszyscy prawie zjeżdżający samochodami z telefonami nagrywając filmik. 


Ja podziękuję, postoję. To jak jakaś kolejka górska.

Widoczek na SF. I jedziemy na lotnisko! Do zobaczenia w Vegas!



Mogą Cię również zainteresować:

5 komentarzy

  1. tylko jedno co mogę teraz z siebie wydobyć to "ŁAŁ"
    awesome :)
    pozdrawiam i zapraszam do siebie : www.myimmemorialdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. super!! fajne zdjęcia!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, to uchatki kalifornijskie a nie foki :D i loobstery to homary :D Świetne zdjęcia i komentarze, na czosnkowy sklep bym się pewnie skusila :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, zbadałam, uchatki! Chociaż jak dla mnie to jednak lwy morskie to bardziej znajoma nazwa, o uchatkach nie słyszałam w życiu - chociaż to to samo :o !
      Homary ! Jeeeeej ! Wreszcie znalazł ktoś dla mnie to słowo nad którym kminiłam od pół roku, dziękuję, naprawdę! :)

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe