Ominąć noc.

piątek, czerwca 05, 2015

Zaczynam się przyzwyczajać do cotygodniowych wypadów. Nowy Jork, Miami, a teraz jeszcze Polska. Może zostanę podróżnikiem, albo biznes woman co to podróżuje co tydzień w inne miejsce i zbiera mile za kolejne loty? Nieeee. Lotów nadal nie lubię. Fakt, znoszę je już trochę lepiej. Chociaż nadal się modlę podczas lądowania. I nadal się trzęsę cała podczas odprawy, ważenia, mierzenia, sprawdzania i skanowania. Dzisiaj moja walizka ważyła 23.00kg. Limit to: 23.00kg. Co tam, że połowa prawie pusta. Trzeba było kupić mniejszą, a nie wybierać nawiększą różową walizkę jaką mieli w sklepie. 

Jak już pozwolili mi przejść przez te przeklęte bramki, trzęsąca się nadal kupiłam sobie kawkę Starbucksową - Oh jakże tego będzie mi brakować! No ale przecież za 15,90zł kawy nie będę sobie w Polsce kupować! No, chyba że zostanę biznes woman. Może jednak coś w tym jest? 

Jak leciałam z Frankfurtu do Nowego Jorku 9 miesięcy temu, byłam tak zmęczona, że zasnęłam zanim wystartował samolot. Z głową na stoliku! Na środkowo-środkowym miejscu. Najgorzej ever. Tym razem postanowiłam być mądrzejsza: mam siedzenie koło okna, lewego, odkryłam że wolę prawe, ale za późno. Mam poduszkę szyjną, ktora jest mniej wygodna niż myślałam, ale jest. W związku z tym, że wtedy spałam, nikt nie dał mi obiadku. Jak już wylądowałam w NJ Iwonka dała mi ciastka - najlepsze chyba w moim życiu - ciastka po 30 godzinach głodowania w super stresie. Tym razem uznałam, że muszę dostać żarełko. W końcu za coś zapłaciłam ten tysiąc dolców! Do wyboru miałam zatem...chicken or beef! Jakże fantastyczny wybór, gdy człowiek nie je mięsa. Cóż. Zjadłam to co zostało na tacce, czyli jakaś bułeczka, sałaty liść, ogórka plasterek. I brownie. Całkiem pyszniutkie. Muszę poprosić S żeby zrobiła brownie jak wrócę, bo jej jest pycha. 

Tyle. Lecę do Dublina. Już jest niby noc, ale na zegarku mam 9 wieczór. Jak wylądujemy o tej 12:30 to już będzie po piątej rano! 









Zachód.

Kawka.

I wschód. Jakieś 3 godziny później ! :o ! A gdzie niby noc ?? 

Dublin. 

Znów Dublin. 

Chyba po 9 miesiącach w Stanach zaczął mi się podobać akcent brytyjski!

W Dublinie deszcz. Jakże niezadziwiające. Nad centralną Europą słonecznie. Nie mogę już usiedzieć w tym samolocie. Jeszcze tylko pół godziny i będę w Warszawie! 



Hitem lotniska jak dla mnie rodzinka z trójką dzieci w jednym wózku. Nie wiem czy bym się na takie coś pisała ^^ 



Miłego tygodnia kochani!!! 

W poniedziałek mam spotkanie o wizę na drugi rok. Trzymajcie kciuki!


Mogą Cię również zainteresować:

3 komentarzy

  1. nooo to miłego pobytu! :) i trzymam kciuki za wizę na 2 rok! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam zdjęcia z samolotu, mam nadzieję, że będe siedziała gdzieś przy oknie, żebym mogła sama takie porobić. :D powodzenia z wizą! Mnie to tez niedługo czeka, w poniedziałek będę się umawiać na spotkanie. :) miłego pobytu w Polsce! :D

    OdpowiedzUsuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe