Nic się nie gubi nad Niagarą.

środa, lipca 08, 2015

Wyprawa nad Niagarę. Najagrę jakby to Amerykanie powiedzieli.
Czas podróży z Massachusetts: 7 godzin.
Trasa naprawdę przyjemna, szczególnie jak ktoś inny prowadzi i można się zdrzemnąć. :D






Radość numer jeden:
Po dziesięciu miesiącach jeżdżenia samochodem dowiedziałam się, że mam tempomat! :D dzisiaj nawet sobie używałam jadąc 35 po mieście. Czad! Amerykańskie lenistwo mnie dopada!

Radość numer dwa: droga 90 West: Poland, NY. (Przy okazji: nieodmiennie dziwi mnie, że to Albany a nie Nowy Jork jest stolicą stanu Nowy Jork!)


Radość numer trzy: nie było żółtych płaszczów przeciwdeszczowych, były niebieskie!



Radość numer cztery: nawet w Toronto mają piwo z Poznania.


Radość numer pięć: taka sama kawa w Toronto kosztuje ponad dolara mniej niż w Stanach.


Niagara Falls. Niestety pogoda była okrutnie niesprzyjająca. Aparatu nawet nie było sensu używać, bo kolor nieba i pryskającej wody był prawie taki sam. Zresztą wyjęłam, ale potem na łodzi wpadłam w panikę, że zamoknie czy coś i schowałam.
Zdecydowanie warto zobaczyć! Mi należy się powtórka, szczególnie że wieczorem robią tam pokaz świateł, na który nie mieliśmy motywacji czekać po tym jak zmokliśmy do suchej nitki.
Podobno nawet ostatnimi czasy pokaz świateł ma kolory tęczy z okazji legalizacji małżeństw homoseksualnych w Stanach Zjednoczonych.

Bilet na łódkę, która podpływa pod wodospad: 17$. Parking 10$. Autostrady: 18,65$. Przejazd do Kanady: 3,5$.

Łódka. Widok niesamowity. Ale ja byłam cała przemoczona. Deszcz w połączeniu z wodospadem, zimnym wiatrem - zdecydowanie mała przyjemność. Dobrze, że chociaż butów zawsze mam w zapasie, to mogłam przebrać. Pełno ludzi, wszyscy się pchają, popychają innych i zbliżają się za bardzo. Masa hindusów. Nie wiem czy akurat tak trafiliśmy, ale zdecydowanie było ich tam więcej niż wszystkich innych ludzi.






Po przekroczeniu granicy, nagle zmienia się system metryczny więc znaki z ograniczeniami prędkości mają napisane km/h. :D

Toronto: niestety nie zobaczyliśmy tam NIC. No, był deszcz. I deszcz. I masa korków. I tyle pasów na drodze, że nie wiem jak można tam w ogóle myśleć, że można wiedzieć gdzie jechać, a co dopiero jechać bez GPSu.
Wieża obserwacyjna, najwyższa w Kanadzie jak i całej Ameryce: cena 32$ do punktu widokowego, 44$ wjazd na sam czubek. Nie wiem czy warto, bo pewnie bym zakrywała oczy z moimi lękami.



Sklepy: wszystko w dwóch językach. Wiedziałam, że mają dwa urzędowe, ale nawet na butelce od wody wszystko dwa razy napisane. Trochę chyba upierdliwe. Ale na pewno łatwo się nauczyć języka.  Tylko jak można nie akceptować karty VISA w dużym supermarkecie. Nadal nie wiem!




O mniam, jakież zdrowo wyglądające jabłka wam K proponuje! Bierzcie ile chcecie!

Na bramkach blisko granicy, nawet po stronie amerykańskiej: 20% zniżki dla kanadyjskiej waluty. Nie mam pojęcia dlaczego!

A cośmy zgubili? Tylko bilecik na autostradzie ^^. I prawie mój telefon, który odnalazł się w iluzjonistyczny sposób. Oraz portfel, który postanowił nocować w samochodzie. Tyle szczęścia!

Spanie: spaliśmy w hotelu: Residence&Conference Center, cośtam cośtam. Było naprawdę przyjemnie tam i zapłaciliśmy jedynie 20$ za osobę. <3 nie było jajecznicy i gofrów na śniadanie, ale było całkiem całkiem.

Jeśli myślicie, że Amerykanie są aż tak super, że już bardziej super się nie da: otóż nie! Nawet Amerykanie potrzebują paszporty. J miał jechać z nami, ale dzień przed okazało się, że nie może bo go nie wpuszczą z powrotem do Stanów jeśli nie będzie miał paszportu.

Za kilka dni: 4th od July. Ich Independence Day. Masa fajerwerków, jakiś parady, FLAGI gdzie tylko się da. Nie wiem jeszcze gdzie pojadę na to popatrzeć.


P.



Jakieś nowe zdjęcia bliźniaków dam Wam za tydzień :D !

Mogą Cię również zainteresować:

4 komentarzy

  1. No to podróżniczka jesteś :P na pewno warto :) słodziak na końcu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. żółte płaszcze dostaje się w Cave of the Winds:) na łódce po stronie amerykańskiej niebieskie (te które miałaś), a po kanadyjskiej - czerwone :)

    ja byłam tam na początku czerwca i też Hindusów od groma było! Takie same wrażenie miałam jak i Ty - że nigdy wcześniej ich tylu nie widziałam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam tam mniej więcej w tym samym czasie co ty. Nasz rodzinny team przybrał czerwone peleryny. I zmarznięcie jest tam chyba bardzo powszechne :) i pogoda zawsze taka sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłaś tam z całą rodziną? Super pomysł!! :)

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe