Koniec koniec koniec.

piątek, marca 27, 2015

Na początek maluch słodziak!

Ale podobno nie można mieć ulubionego, więc jeszcze reszta!




Koniec... ale jeszcze nie USA. Koniec kursów.
Zresztą włśnie wypełniam wniosek o przedłużenie programu. Opłata za przedłużenie programu to 367$. A dla rodziny bodajże 6tys$. Oo!
Oczywiście nie obyło się bez problemu z moją area director...

Patrzcie to:

Serio?!




Co tam nowego? 
Parada na St Patrick's Day. Było dużoooo wojska, policji i straży pożarnej. Chyba więcej niż całej reszty. Prawie zamarzłyśmy stojąc tam prawie dwie godziny, ale dostałyśmy kilka czekoladek więc się opłacało. ^^ a S. nawet biłeczkę baseballową zgarnęła 😀
Ghostbusters i Star Wars wygrali jak nic! 
A po marszu kolejka do metra...ja bym się rozpłakał gdybym miała czekać dwie godziny żeby wejść do zatłoczonego metra... Na szczęście miałam samochód:D i pojechaliśmy razem z S i K  do cheesecake factory 🍰
Nie wiem kto wymyślił to miejsce, ale był geniuszem!
Kelner: -a skąd jesteś? 
P: z Polski.
K: o! To dlatego podałaś imię Pola? Bo Poland? 
P: nie -.- 
A potem jeszcze przyszedł inny kelner - Polak urodzony w Stanach. Mówił tak rozkosznie uroczym polskim.! "Okay! Do wydzenia guys!" :D 


.
.
.

Zaledwie tydzień temu napisałam początek posta, a dziś już wszystko jest inaczej.
Wcale to nie koniec kursów.
Historia w skrócie jest taka:
 Miałam wypełniony wniosek o przedłużenie programu, ale zamiast tabelki z zajęciami i podpisami miałam list z podpisem i certyfikat (nad tabelką jest napisane, że można mieć to LUB to).
Zadzwoniłam do mojej area director, żeby jej powiedzieć, że jadę na paradę i że nie będzie mnie na spotkaniu. Chciałam zapytać czy jeśli mam certyfikat z zajęć online to styknie czy muszę mieć jeszcze podpis. Ale, gdy ona usłyszała 'zajęcia online' to mi przerwała i powiedziała, że nie mogę mieć zajęć online. Gdy powiedziałam, że rozmawiała z moim host tatą i mówił jej na jakie zajęcia chce mnie zapisać to jakoś nic nie powiedziała, mimo że on jej powiedział jakie to są zajęcia. (Sory za zawiłość w opowieści)
Wkurzona wróciłam do domu, host tata powiedział, że musimy sprawdzić czy na certyfikacie jest napisane, że to są zajęcia online. NIE MA! No więc ok, powinno przejść.

Wysłałam do mojej area director, żeby spojrzała czy na pewno wszystko jest w porządku. Odpisała, że zapytała nawet swojego szefa i powinno być okey.
Ale uznała jeszcze, że może lepiej gdybym jednak miała też te podpisy, bo pan S, który zajmuje się przedłużaniem programu woli podpisy.
No ok, napisałam do kolesia, który wysłał mi list z własnym podpisem, że brałam udział w zajęciach pieczenia, czy może mi podpisać. A koleś, że co to jest za dokument, co to za agencja, po co to i jak. Myślę sobie - KOLEŚ! Napisałeś mi list, a nie możesz papierka podpisać? oO
Uwaga. Odpisał mi, że zadzwonił do pana S. (tego z agencji, który zajmuje się przedłużaniem programu) i że moja area director ma się z nim skontaktować. Serio!!
No więc zadzwoniliśmy do niej i ona zadzwoniła do pana S. I wiecie co powiedział? Że zadzwonił do niego jakiś dziwny gość, że co to za papier, że on tego nie może podpisać, że te zajęcia to nie jest training i że to nie są zajęcia akredytowane, tylko zajęcia dla zabawy! Rozumiecie to? (Dużo emocji, ale nadal nie mogę się opanować........)
Więc....Pan S nie może mi policzyć tych zajęć. I powiedział area director, że gdyby ten koleś nie zadzwonił to by mi na pewno te zajęcia policzył.
SUPER! FANTASTYCZNIE!

Potrzebuję zatem 12 godzin.
Dzisiaj uznałam, że zapiszę się na zajęcia z wycieczką do DC. Są to 3 zajęcia o historii i kulturze, a potem wycieczka trzydniowa.
Totalnie mi nie jest aż tyle godzin potrzebnych, bo to aż 3 kredyty, a ja potrzebuję 12h, ale zbyt wielkiego wyboru nie mam.
Zatem: jutro zaczynam zajęcia, a za dwa tygodnie jadę do DC!
A kilka dni temu mówiłam host tacie, że do DC pojadę w przyszłym roku. Taka sytuacja.



Byliśmy z JJ na jego pierwszej wycieczce pociągiem.




I dostałam nowy telefon :D oczywiście księżniczka musiała mieć problem, że dostała czarny, więc trzeba było wymienić na biały. JJ w sklepie z telefonami 'czekający' spokojnie....ta, jasne! Biegaj sobie po sklepie, a co!



Był urodzinowy tort host taty!!


Była u nas S.! ❤️



I doczekałam się moich Lilou <3



I padał deszcz, co znaczy że już coraz bliżej wiosna i będzie można pójść pobiegać!





Oglądałam ostatnio z ht Miasto 44 - nie mogłam się doczekać, bo w kinach w Polsce był dopiero jak ja już byłam tutaj... Zabawne było, że film był z napisami po angielsku, żeby P mógł zrozumieć :D 
 

P.

Mogą Cię również zainteresować:

8 komentarzy

  1. Chwytliwy tytuł to podstawa :D. Wesoła z Was rodzinka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezła historia z tymi zajęciami.. Troszkę zamieszania. ;/ słodkie te dzieciaczki. *.* przedłużasz program o kolejny rok? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przedłużam o rok z tą samą rodzinką. :)

      Usuń
  3. Jak radzisz sobie z 3 tak małych dzieci ? Sprawia Ci to duży trud ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czasami jestem sama z całą trójką. Bywa ciężko, ale szczerze najtrudniej jest z JJ :P wiec czasami bliźniaki to ulga !

      Usuń
  4. slodkie dzieciaki , ja tez bede miala blizniaki w sumie blizniaczki ;)
    pozdrawiam
    Karolina z imacharlatan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo jest bliźniakowych aupairek :) a w jakim wieku będą bliźniaczki ?

      Usuń

Szukaj na tym blogu

Subscribe